sobota, 5 lutego 2011

?

Dzień uderza o piedestał powinności.
Kilka obowiązkowych lektur wije się namiętnie do nieczytania. Kilka pisanin, co to w głowie szeregowane po kolei, rozbija się na klawiszach, z rozpryskiem niemożności.
Jestem przesyt
- szemrze NieWiemKto NieWiemJakimCudem.
Ostatki niewiernych prób, rozcieńczonych spoglądaniem to tu, to tam, w obawie przed samostrąceniem kuszą: "do poniedziałku, do poniedziałku i samo przejdzie". (Za moment obrzydną już nawet niczemu niewinne gazety i magazyny).
Opanowanie rozgalopowanych narzekań i marudzeń coraz głośniejszych przychodzi z trudem nie krytym. Dobrze. Przerwa. Kolejna przerwa, do wieczności, a przynajmniej do jej złudzenia, pod którym czasem lubię się schować.
Kiedyś wyda się śmiesznym ten przymus ogłupiania siebie, kaleczenia wyobrażeń i wreszcie samego zaliczenia, najnieszczęśliwszego z nieszczęsnych. Będzie perełką studenckich przepraw poza horyzont mnie samej, przepraw odbywanych z polecenia, z rozkazu, z groźbą w tle, wcale niekształcących, ale objętych programem WładzWyższych.

to tylko świat dzieje się gdzieś obok
gdzieś obok oddycha życie
wystarczyłoby otworzyć drzwi
a tu znów tysiące zasuw

Wyszperane w sieci.

Wolałabym być w zupełnie innym miejscu, w lepszym czasie, w roztargnieniu. Rozdygotane wspomnienia wiecznej uciekinierki powracają wielkimi tęsknotami.
I cholera wie, jak to pogodzić z faktem, że nie mam już 15 lat.
...

6 komentarzy:

Olinka pisze...

znam ten przesyt... znam to kaleczenie wyobraźni. Wydaje się śmieszne.

Pozdrawiam i trzymaj się.
Wytrwałości!

Malutka... pisze...

Staram się, ale z każdą kolejną przeczytaną kartką jest coraz gorzej. Byle do poniedziałku, byle do poniedziałku.
Miłego wieczoru :)

Agata Serdyńska pisze...

mam ochotę napisać - uciekaj, uciekaj!!zanim przymus wejdzie Ci w krew

Malutka... pisze...

Jeszcze tylko dziś...
I mi przejdzie :)

Kama pisze...

Wiesz, że wiek nie ma znaczenia, prawda? Każda chwila jest dobra, by zacząć żyć na nowo, pełnią życia. Nie ma przymusu. Sami napędzamy ten dziwny młynek i wkręcamy się weń, bo czasem po prostu boimy się poszukać nowej alternatywy i wejść w nią.

Malutka... pisze...

Ja tu o zaliczeniu piszę, że mi bokami wychodzi, a jakoś tak filozoficznie wychodzi? :)

A młynek...? Każdy ma swój...
Mój ma nawet imię.

Buziaki dla Ciebie :*