wtorek, 1 lutego 2011

dzień 2.

Stan agonalny (z wczoraj) prezentuje się dużo lepiej.
Mimo, iż boli nadal to samo - odzyskałam władzę w nogach i rękach, czyli: podniosłam się z łóżka całkiem zgrabnie, ubrałam normalne ciuchy, bo piżamy już mam dość i zaparzyłam sobie bez jęczenia herbatę (wczoraj od wyjścia Aneszki czekałam do przyjścia Izzz z piciem, bo... nawet próby podniesienia się kręciły w głowie).

Wyszperane w sieci :)

Dżull oblała pierwszy egzamin. Najważniejszy. Poprawkę będzie miała po zakończeniu sesji. Ciekawa jestem. Niezaliczenie uczciła całonocnym gapieniem się w ekran laptopa i teraz ciężko odsypia, kręcąc się niespokojnie na dźwięk czegokolwiek w pokoju czy za ścianą.
...

Zupełnie nie a propos przypomina mi się historia pewnego chłopca, którą kiedyś opowiedział mi nauczyciel matmy, wyżywając się w międzyczasie na swoim granatowym akordeonie, ale... to były inne czasy ;)
Mały wyraźnie odstawał od reszty swojej podstawówkowej klasy: cichy, skryty, wycofany, unikający zabaw z innymi dziećmi, przemykał niczym cień po korytarzach szkoły. Nauka sprawiała mu ogromne problemy. Niewiadomym cudem przeszedł do 4 klasy, ale... tutaj już nie było tak łatwo. Chłopczyk nie radził sobie z czytaniem i liczeniem. Historia wychodziła mu bokiem, a od biologii bolał go brzuch. Czasem udało mu się wymienić jedynkę na dwóję (czy też dwóję na tróję?), ale rzadko. Jego wychowawca z przerażeniem informował rodziców, że dziecko sobie nie radzi, że owszem, załatwi, żeby przeszedł do 5 klasy, ale mały musi przez całe wakacje nadrabiać.
I tutaj o dziwo zaprotestowała matka chłopca. Poprosiła, żeby go zostawić w 4 klasie, żeby zrobił ją jeszcze raz. I co? Efektem (oprócz opadu szczęki nauczyciela) było stopniowe nadrabianie zaległości, doganianie innych dzieciaków i końcowe świadectwo z czerwonym paskiem. Dzisiaj ten chłopiec to już mężczyzna, starszy ode mnie o jakieś 10 lat. Skończył świetne studia i pracuje naukowo. Przez przypadek natknęłam się dzisiaj na jego artykuł.
Widać wszystko wymaga nadejścia "swojego" czasu, bez pośpiechu i konieczności "jużżż". A niektóre rzeczy muszą iść zupełnie innym torem, w tempie indywidualnym.

Tyle dzisiaj.
Czas czytać Pilipiuka.
Obym wreszcie dała radę...

Zapomniałabym o najważniejszym - wczoraj odukrzyżowali mi Brata.
Subkultura wreszcie ma dłoń bez ciał obcych. Podobno całość przebiegła miło i na znieczuleniu :)))

Brak komentarzy: