Dżull leży na swoim wyrku, wylegując się bezkarnie. Przeczesuje włosy dłonią. Drapie się po łokciu. Ma dziś całkiem fajny i rozmowny nastrój.
- Jak skończę te tablety, to zacznę jakieś inne.
- Po kiego diabła?
- Bo muszę sprawdzić, co najlepsze.
Przewraca się z boku na bok, ogląda opakowania 4 różnych suplementów diety, czyta sobie na głos składy i tłumaczy, co w czym ma ją wspomóc, przy okazji namawiając mnie do tego i owego, uświadamiając mi, że się zaniedbuję (heh, reaguję wzorcowo: "jak grochem o ścianę").
Dziewczyna ma lat 19.
Młodość i inne dobrodziejstwa tego wieku.
Oraz pełną szafkę kosmetyków i półkę, która ugina się od buteleczek i flakonów. Ma specyfiki chyba na wszystko.
Przerażające?
Spoglądam na moją półkę - to, co na niej to może 1/10 tego, co ma Dżull.
Z tablet: magnez, ale tylko wtedy, jak mnie roznosi nie napiszę co.
A Dżull wcina nałogowo wszystko, co jej w rączki wleci. Wklepuje w siebie tony smarowideł, nawet po pijaku mając na to autopilota. Wie od czego jest każda tubka. Recytuje składy. Poznaje po omacku i kształcie słoiczków: to w okolice oczu, to na szyję, to do biustu. Silikony i inne badziewia, o których ja nie mam pojęcia, są jak jej kumple z boiska, z którymi jest po imieniu i po sesji piaskownicowego babkowania.
Przez moment nawet mi się to podobało: konsekwencja i upór w dbaniu o siebie.
Ze mną jest odwrotnie: nawet jeśli przez tydzień będę regularnie używać balsamu - to po tygodniu mi przejdzie i o istnieniu mazidła zapominam.
Ale, do czego zmierzam.
Jeśli dziewczę lat 19 mówi, że właściwie od czternastego roku życia używa tego całego arsenału, tak kosmetycznego, jak i lekowego - to co będzie dalej?
Ile przybędzie kosmetyków wraz z pierwszymi zmarszczkami?
Ilu specjalistów odwiedzi, by się nie "zestarzeć"?
I wreszcie: kiedy organizm przestanie się zgrywać, że mu to obojętne, że ta cała chemia "wisi mu i powiewa"?
Dżull uważa, że robi ok. Że się konserwuje. I właśnie "starość" będzie dla niej łaskawsza, bo minerałów i witamin nigdy jej nie brakowało.
To może: bez komentarza?
W zamian: piosneczka nielicha, czyli Rosiewicz i Najwięcej witaminy...

12 komentarzy:
Hmmm, to mój Rossmann w kosmetyczce wysiada?
wysiada... ;)
A może Ona boi sie starości? Ale ma na to jeszcze tyyyyyle czasu :):) potem nawet te specyfiki nie pomogą:)
Promyczku... to nie o strach chodzi, ale o wiarę w te wszystkie specyfiki i cuda chemii...
Jeju, ja tam aż tak w to nie wierzę .
Chyba nie jest dobrze nacierać siebie i zjadać całą tą chemię...
I w tym rzecz! :)))
:) uświadom jej to i owo :)
Z niektórymi specyfikami zwłaszcza farmakologicznymi jest tak, że faktycznie zapobiegają starości. Zwyczajnie... nie pozwalają dożyć... :/
Promyczku - nawyki własne trudno zmienić, z cudzymi nie mam nawet zamiaru się mierzyć :)
Cre(w) i o dokładnie taką konkluzję mi chodziło :)
Ps. Dobrze, że znów jesteś na komentach :)
Też się cieszę, bo to oznacza, że udało mi się choć na chwilę wyrwać z kleszczy pogoni za pieniądzem :)
Jedni się trują kosmetycznie, inni pracoholizmem...
o boże!
to se skórę rozleniwi, nie ma co...
szkoda tej elastyczności, bo faktycznie ponaciąga sie za kilka lat, może kilkanaście.
Przeciez kosmetyki sklepowe to nic innego jak konserwanty, tylko że nie w żywności.
zapamiętać - woda WODA czysta, to najlepszy kosmetyk do picia.
Cre(w): szkoda życia na takie wyścigi, choć... inaczej się chyba nie da.
Pozdrawiam :)
Magda - to ja się stosuję do terapii wodnej od zawsze ;) Inne w moim przypadku nie mają racji bytu, bo nie w głowie mi pilnowanie tubek i słoiczków :)
Prześlij komentarz