rozczochrane popołudnie
poczerwieniałe od zachodzącego słońca
przysiada na dłoni bezszelestem pieszcząc
i minuty rozciągliwe w pajęczynie niechcenia
Od dawno nie kleiło się do mnie tyle spraw. Nie wiem, czy ze wszystkim sobie poradzę na czas. A czasu niewiele... Do tego - jak na złość - kilka awarii sprzętu.
Coś smutnieje.
Spoglądam przed siebie i mgliście widzę. Znów zawieszenie.
Jestem pewna Kogo.
Tylko czy to cokolwiek zmieni?
Kolejny raz wydaje mi się, że nic ode mnie nie zależy. Mogę jedynie czekać.
Wczoraj byliśmy u Dziadków.
Bardzo, ale to bardzo czas posuwa się do przodu...
Z innej beczułki: Szach, widząc mnie pierwszy raz od 4 tygodni, radośnie podbiegł tylko do mnie. Później wdrapał się na kolana i tak już został, aż do naszego powrotu. Mały rozrabiaka.
W nocnej drodze powrotnej napadło mnie pytanie:
- po jaką cholerę stawiać W LESIE znak ostrzegający przed zwierzętami?
Wymarznięta zakopuję się pod kocem, obok już czeka Ciemny las. Jeszcze tylko gorąca herbata...
I niewyraźny rys czyichś kroków na korytarzu.
6 komentarzy:
"Kolejny raz wydaje mi się, że nic ode mnie nie zależy. Mogę jedynie czekać." - jak dobrze znam to uczucie.
Jak bardzo go nie lubię: pozbawia mnie siły i pewności... I sprawia, że staję się coraz mniejsza...
Pozdrawiam ciepło :)
bezradność, która niszczy...
Czasem lepiej jej sobie nie uświadamiać.
tyle, że to ona sama się objawia... Przewierca świadomość. I zostaje...
Wiem... Tylko czasami mam złudzenia, że będę od niej silniejsza. Czasami tak sobie wmawiam.
Nie da się. Kiedy dotrze, kiedy przedrze się przez wszystkie moje mechanizmy obronne - idę ulicą i ryczę.
Oleńko... a moje łzy już wysychają w samym zamyśle. To czekanie prowokuje nadzieję. Ale czasem nie wystarcza mi sił na to, by liczyć na jakiś pozytywny zwrot akcji i wtedy zostaję tutaj ze sobą, z gryzącymi myślami, ze słowami niemocy...
Prześlij komentarz