środa, 26 stycznia 2011

Jutro ostatnie zajęcia.
5 lat powoli przechodzi do historii.
Pokój wygląda jak wysypisko śmieci.
Mam dość wiecznego bajzlu.
Ten Ooo w pociągu.
Już?
Kazik jakiś osowiały.
Mama marudzi przez telefon, że coś tam, gdzieś tam.

Wreszcie dzwoni Asiak, że jutro robimy wypad odkurzający.
I przekonujący do absolutorium...
Od razu mi raźniej :)
W kraciastej flaneli.

O, i jeszcze koleżanka zaprosiła mnie do współpracy w mailu przy jednej pisaninie ;) Zobaczymy, co mądrego i błyskotliwego spłodzę w kontekście nałogów... I jeszcze mi za to zapłacą :D

Akademik usypia bezwiednie na nowych starych krzesłach. Stare zabrali, bo podobno coś w nich było... żywego.
Dali... też stare, z innego akademika.
Taka pora, że nic, tylko wziąć do łapki książkę. Puścić Katie M. (która mnie ostatnio opętała). I rozpłynąć się na dobrej prozie ;)

Właściwie jest teraz bardzo wygodnie.
Gdybym jeszcze miała cukier do herbaty...

8 komentarzy:

złośliwa zołza pisze...

Masz nowe krzesła?:D To ja je muszę koniecznie zobaczyć ;)
I posprzątać;)

Marcin pisze...

W tych nowych pewnie też coś żyje - tyle, że coś obcego...

Koniec studiów... ehhh teraz się zacznie :-)

Malutka... pisze...

Soy: nowe, brzydkie, niewygodne... huśtawki ;P

Desperate - może korniki UFO? :D
Koniec studiów nie zabrzmiał obiecująco...?

Marcin pisze...

Wiesz jak jest - coś się kończy, coś zaczyna. Ja tam czasem za beztroską studenckich czasów tęsknię. Różni ludzie mi mówili: studia - najlepszy okres w życiu. Coś w tym jest. Pod wieloma względami to okres nie do zastąpienia. I nie do przecenienia. Nie, żeby mi źle było teraz, ale też nie, żeby mi nie brakowało :-)

Malutka... pisze...

Desperate pewnie masz rację. Że studia to wyjątkowy czas.
Mnie przeraża, naprawdę przeraża szukanie pracy w zawodzie: filolog języka polskiego (bez spec. nauczycielskiej).
Jak już sobie znajdę zajęcie - to będzie cacy, ale póki co - bezrobocie czarną wizją zasadza się przede mną i mąci końcówkę studiowania.

Marcin pisze...

Bez specjalności nauczycielskiej... przynajmniej nie ugrzęźniesz w szkole - to spory plus. Może nie nastawiaj się na szukanie pracy w zawodzie..? Chociaż - łatwo mówić. Ja też bym wolał w zawodzie - siedziałbym sobie na omszałym kamieniu i myślał. Albo w zaciszu gabinetu - pisał. O zgrozo - ten kamień mógł się ziścić. U nas pod mostem jest taki pasowny... Na szczęście lub nie jest jeszcze drugi zawód. Zamiast pod mostem wylądowałem w szkole. Czasem jak w niej siedzę, myślę, że pod mostem byłoby milej.

Ale - rozpisałem się o sobie bez sensu. Niespełnienie zawodowe przeze mnie przemawia. Z tym trzeba walczyć.

Nie wiem, czy mam jakąś konkluzję. Ot - kilka przemyśleń :-)

Nie będzie tak źle. Ale za studiami pewnie zatęsknisz czasem.

Marcin pisze...

P.S. - coś z zupełnie innej beczki. Wyczytałem dziś, że pan Mozil Czesław został jurorem w jakiejś najnowszej fabryce gwiazd na TVN-nie. Wiedziałem, że coś z nim nie tego :-)

Malutka... pisze...

Desperate... wybieram karton na mieszkanie zastępcze, pod Teatralką zapewne się umiejscowię :)))
A na poważnie - znam siebie i wiem, że pracując jako nauczyciel krzywdziłabym i uczniów, i siebie - dlatego zupełnie świadomie na specjalizację nauczycielską nie startowałam... Brak mi cierpliwości i takich tam kilka innych dyskwalifikatorów.
Praca? Oby się znalazło cokolwiek. Czas... zacząć rozpychać się łokciami chyba :)
Mam tylko nadzieję, że nie wpadnę w kierat byle czego, byle gdzie ;/

Co do Cześka... kurcze, ja tam nic nie wiem, bo tv nie mam, a i portali dziwnie plotkarskich nie przeglądam :)
Przeczuwam wielkie "jaja"...
:DDD