Zima wykańcza, a przecież na zewnątrz już wiosna: trawa zielona, płaszcze w odstawce - trochę koloryzuję, ale trzeba.
Próbuję zachować pozory zbliżającego się wytchnienia, silnego zastrzyku słońca i energii.
Dzisiaj będzie zlepkowo, bo myśli nie trzymają się kupy (brzydko to brzmi, ale dokładnie oddaje stan tego, co mam w głowie).
Piątek moich marzeń zamknął się na czwartku i po północy postanowił nie ruszać się z miejsca. I tkwi sobie na wyobrażeniach sprzed kilkunastu godzin nabijając się z mojej naiwności.
Teoretycznie jest nadzieja na sobotę, ale te trzy tygodnie temu nie brakowało nocnych pociągów, popołudniowych też, więc... chyba mi przykro! Ale spoko, możemy poudawać, że PKP nie jeździ. Nic takiego - paraliż komunikacyjny na trasie: północ - południe (właściwie zachód, ale to się gorzej słyszy/czyta).
Tylko znów z kubka sączy się ta gorycz...
Dżull doprowadza mnie do pasji. Lubię ją. Naprawdę lubię, ale... No.
Miała się zmyć rano - postanowiła siedzieć do wieczora. Słodka samotności? A gdzież tam.
Za to blat kuchenny, który posprzątałam na 10 minut przed jej powrotem z pierwszych zajęć, przypomina pobojowisko: śmieci, śmieci, śmieci. Wewnętrznie hamuję chęć mordu, bo już mnie szlag trafia. BLAT KUCHENNY - a na nim: kremiki maści przeróżnych, papier toaletowy, a raczej dwa, portfel, dwie ładowarki i jakieś puste reklamówki, papierki plus oczywiście brudne gary i naczynia. No żeszzzzzzz! Ile można?!
Do tego mały smaczek - dialog Dżull (Dż.) z jej Profesorem (P.), którym pochwaliła się jakoś na dniach:
P.: Dżull dlaczego ty się nie uczysz, masz przecież duże braki?!
Dż.: Bo profesorze, ja mieszkam w akademiku, a moje współlokatorka ciągle imprezuje, jest hałas i nie mogę się skupić. Ciągle ktoś u nas siedzi, noc zaczyna się rano i wiecznie muzyka na cały regulator.
P.: O, no tak, akademiki - współczesna Sodoma i Gomora... To może przyjdź na dyżur i wytłumaczę ci wszystko jeszcze raz.
Pozostawiam bez komentarza.
Ze wszystkiego najnormalniejszy jest Kazik.
I tego się trzymam.
(Przypłacając to sporem, bo konflikt interesów: drzemka Dżull kontra moja przespana noc - bo albo Kazik pobiega w kołowrotku teraz, albo w nocy, a kołowrotek to jest maszyneria straśnie hałaśliwa).
W sumie zrobię dziś to, co zaplanowałam.
Subkultura odetchnie z ulgą.
Grzesiek chyba też.
Ja odpocznę bazgrząc - Żeromski jako odskocznia pasuje mi jak ulał.
Wewnętrzny dualizm każący wstać, gdy się przewracam.
Nawet niespecjalnie jestem zaskoczona obrotem dzisiejszych spraw. Wiedziałam, że tak będzie.
Więc... do roboty Cześ, do roboty! I nosem do góry, uchami też!
A póki co - śmigam do Aneszki :)))
Zostawiam Was z Corrine Bailey Rae: Another rainy day...
Ładne, prawda?
Ps. Nalot cudzoziemski rozpoczęty: etap pierwszy -Koreańczycy...
2 komentarze:
...ładne, a pani spiewająca jaka ładna:)
gdybym musiała kiedys tam tułać się po akademikach niechybnie narodziłaby się legenda krwawej Magdy i powstał film "Lśnienie 2"
Choc lubię ludzi to cierpliwość mam tylko do swoich dzieci, a i tej czasem brakuje.
No to czekajmy na lekarkę- wiosenkę, co by nas ukłuła w tyłek pączkujacą gałązką i zrobiła na oczy zielone okłady:)
Bosz... Pannica pojechała do domu, a zostało to, co zostało.
Poziom agresji rośnie!
Cierpliwość popada w zapomnienie...
Zaczynam nucić koszmarne: "do lata, do lata"...
Prześlij komentarz