niedziela, 2 stycznia 2011

Ty...

wstałam
i czekam na to, żebyś znów kłamał
obawiam się jednak, że stchórzysz
jak zawsze, gdy zawodziłeś

co mamy na szali?
zastanawiam się
chyba tylko mnie
to stosunkowo niewiele, zważywszy, że jest nas dwoje

mówisz, że się przygotowuję
że układam słowa na okoliczność

nie, to słowa przychodzą
gdy coś przyjść musi

będziesz kłamał
udawał
może nawet uderzysz mnie ciszą

wczorajsza herbata nadal czeka

tylko, że nie ma wczoraj

dzisiaj nie będę ani tytanem ani płaczącą wierzbą
jest niedziela
muszę odpocząć na moment od tego, że chcesz zniknąć
rozpuścić usta w historii
kładąc dłonie na innych

będę tęsknić
łóżkiem, pokojem, ścianami i czarnym brokatowym ptaszkiem

ciągle tęsknię
udając, że tak nie jest
że nie czekam
nie rozdmuchuję Ciebie na wiatr

i tylko jedno: nie przekonasz mnie, że jesteś świnią
nie mnie
inni może na to pójdą
ja nie
zbyt dobrze Cię znam
nawet takiego Cię znam
z tą obojętnością i irytacją

mam dwadzieścia dwa lata i zostaję z niczym
każdy tak kiedyś miał
przekonując się, że to normalne
nie, to nie jest normalne: zgnieść, zdeptać, pogrążyć w ruinie

mam dwadzieścia dwa lata
i nie chcę mieć więcej
a będę miała kolejne puste, suche, nic nie warte lata

od roku udaję
że umiem żyć
że bez Ciebie
pora wrócić na tory takiej ułudy

Twoje szczęście i niezależność contra moja cisza, mój niemy spokój
to nie mogło wyjść
choć przecież wychodziło

a ja po prostu nadal czuję to, co czułam, gdy Cię tylko zobaczyłam

2 komentarze:

Kama pisze...

Paula, ty jedna na was dwoje to połowa, czyli bardzo dużo. Proszę, walcz z tym uczuciem dla siebie samej.

Malutka... pisze...

Kama... niech się dzieje co chce... Tyle mogę.