wstałam
i czekam na to, żebyś znów kłamał
obawiam się jednak, że stchórzysz
jak zawsze, gdy zawodziłeś
co mamy na szali?
zastanawiam się
chyba tylko mnie
to stosunkowo niewiele, zważywszy, że jest nas dwoje
mówisz, że się przygotowuję
że układam słowa na okoliczność
nie, to słowa przychodzą
gdy coś przyjść musi
będziesz kłamał
udawał
może nawet uderzysz mnie ciszą
wczorajsza herbata nadal czeka
tylko, że nie ma wczoraj
dzisiaj nie będę ani tytanem ani płaczącą wierzbą
jest niedziela
muszę odpocząć na moment od tego, że chcesz zniknąć
rozpuścić usta w historii
kładąc dłonie na innych
będę tęsknić
łóżkiem, pokojem, ścianami i czarnym brokatowym ptaszkiem
ciągle tęsknię
udając, że tak nie jest
że nie czekam
nie rozdmuchuję Ciebie na wiatr
i tylko jedno: nie przekonasz mnie, że jesteś świnią
nie mnie
inni może na to pójdą
ja nie
zbyt dobrze Cię znam
nawet takiego Cię znam
z tą obojętnością i irytacją
mam dwadzieścia dwa lata i zostaję z niczym
każdy tak kiedyś miał
przekonując się, że to normalne
nie, to nie jest normalne: zgnieść, zdeptać, pogrążyć w ruinie
mam dwadzieścia dwa lata
i nie chcę mieć więcej
a będę miała kolejne puste, suche, nic nie warte lata
od roku udaję
że umiem żyć
że bez Ciebie
pora wrócić na tory takiej ułudy
Twoje szczęście i niezależność contra moja cisza, mój niemy spokój
to nie mogło wyjść
choć przecież wychodziło
a ja po prostu nadal czuję to, co czułam, gdy Cię tylko zobaczyłam
2 komentarze:
Paula, ty jedna na was dwoje to połowa, czyli bardzo dużo. Proszę, walcz z tym uczuciem dla siebie samej.
Kama... niech się dzieje co chce... Tyle mogę.
Prześlij komentarz