marudne
Samopoczucie fatalne, proporcjonalne do tego, co się w moim ciele wyprawia.
Zaczynam wegetować, przykuta do łóżka.
Chciałabym to przespać. Ale się nie da.
Boszzzz...
Dawno mi tak źle ze sobą nie było.
I z łóżkiem. I z poduszkami. I z kocykiem.
Aha. Dżull odkryła kolonię karaluchów na naszym korytarzu.
A mówili, że to w krzesłach było życie...

12 komentarzy:
Karaluchy?
Noooo...
Uroczo....
Tak...
Wolę jednak wizję inwazji insektów, niż siebie dogorywającą...
Na odparcie złych mocy roponuję jakies ziółka z miodkiem i może prusakolep;)
Zdrowiej!
Nie daj się ;*
Choroby (te uleczalne) mają jeden plus - koniec. A kiedy już nastąpi koniec choróbska, człowiek cieszy się, ot tak, po prostu, że już ma to za sobą :)
Czyli taka radocha za darmochę :) której Ci życzę. Byle prędzej.
duuużo cytryny, czosnku i miodu.
Buuu lecz się, lecz i kuruj :*
karaluchy ??? o brrrr :)
Może to te Obce z nowych krzeseł... Mogą być jakieś takie bardziej ekspansywne...
Zdrowiej!
Magda - dzięki za te moce - dziś już mi lepiej :))) Z ziółek nie korzystam, bo jakoś ich smak mnie odstręcza... (Dziwna jestem, wiem).
A dla odświeżenia pamięci obejrzałam sobie reklamę prusakolepu - to było ;)
Soy, ja się nigdy nie daję ;*
Cre(w) czyli, że jak mi życie zbrzydnie, to muszę zachorować, bo wyzdrowienie ucieszy? No wiesz... :D A na poważnie - nie umiem tak leżeć bezwładnie. Więc niechże ten koniec choróbska będzie szybki ...
Moniko... wczoraj to było tak, że ledwo woda i herbata przeszły... Dziś włączę cytrynę i miód, może czosnek też się uda? Dzięki :)
Promyczku, ja coś czuję, że to typ: leczona trwa tydzień, nieleczona - 7 dni ;) Przejdzie mi, ale póki co - marudzę na całego :)
Karaluchy... Ehh, szkoda gadać.
Desperate jeśli to te Obce, to ja je spalę na stosie, wraz z krzesłami :D
Postaram się, dzięki :)))
Prześlij komentarz