środa, 18 sierpnia 2010

Panowie z GPSami.

To już kolejny raz, kiedy nachodzi mnie myśl, co zrobiłby ten cudny pan za kierownicą, gdyby nie buczał mu w autku ustawiony GPS?Wyszperane w sieci :)

Kiedy wybieramy się w dalszą drogę, wydaje się być niezbędny, bo nie zbłądzimy (teoretycznie - słyszałam o kobitce, która wyjechała w szczere pole jakąś leśną drużyną, wskazaną przez maszynkę i za Boga nie wiedziała, gdzie jest, policja ją wyciągała z głuszy). I to jest racja, niezaprzeczalnie, że dużo łatwiej trafić do celu. I nie wyobrażam sobie wjechać do nowego większego miasta i błądzić ulicami, tkwić w korkach.

U mnie w domu wszyscy trzej panowie zainwestowali w cud przewodnika. Dzisiaj dobył ostatni GPS, mojego brata młodszejszego.

I tutaj zaczyna się zabawa.

Bo trzeba wybrać sobie Panią GPS lub Pana GPS. Z wyborem bywa różnie i wcale nie jest tak, że chłopaki koniecznie wybierają Panią GPS. Radź i Subkultura jeżdżą z Panem. Olo z Panią. Pośród znajomych też różne preferencje. No, ale chyba większość kierowców decyduje się na Pana. (Dla mnie to wybór oczywisty, że Pan, bo jakoś tak podświadomie wydaje mi się, że facet mówi wyraźniej niż kobitka, ale to takie moje dziwactwo).

Dalej. Już w drodze.
Kochani kierowcy zawsze prowadzą bardzo skomplikowane monologi ze GPS Panią/ Panem. Bo zła uliczka, bo przez opłotki i do tego w korek prowadzi. Gestykulują, przemawiają głośniej lub ciszej, zupełnie, jakby mieli przed sobą żywą personę.
Robi to na mnie całkiem fajne wrażenie, przyznać muszę. Takie mówię do kogoś- mówię do siebie.

A później pada tekst podsumowujący, iż bardzo ograniczone są tematy do poruszania z Panem/ Panią GPS... Aż żal...

A tak swoją drogą: żadna z dziewczyn, które znam nie ma takiej maszynki... Dziwne?


Wiem, post trochę bez sensu, ale jestem po kilkugodzinnym przebywaniu w pokoju z użytkownikami wynalazku i przez ten czas się nasłuchałam, więc... no, napisałam sobie cosik i o tym ;)

3 komentarze:

Szaman Galicyjski pisze...

Jedną z pierwszych rzeczy, którą słyszałem od szczęśliwych nabywców cudownego narzędzia było: "moja żona tego nie lubi". Moim zdaniem jest tak: po pierwsze kobietom nie chce się słuchać jak ktoś im mówi co mają robić, to narmalka; a po drugie kiedy widzą, że mąż robi to, co mu obca baba każe to je normalnie trafia. Ale urządzonko jest miłe, wprowadza do jazdy elementy zaskoczenia i najlepiej się sprawdza, kiedy jedziemy znaną drogą.

akemi pisze...

Ja mam GPS-a i faktycznie bardziej przemawia do mnie głos Pana (tak wiem, biblijnie to zabrzmiało...). Nawet się urządzenie przydaje, choć wielokrotnie zaliczało wpadki i potknięcia, prowadząc na kręte, wąskie i bagienne leśne ścieżki i wyprowadzając w sensie dosłownym w pole. Dlatego ważne jest wdrożenie zasady ograniczonego zaufania, podobnie jak do psów i dzieci (do mężczyzn?) i jakoś można z tym żyć...

Malutka... pisze...

Szaman: kapitalne! I właściwie prawdziwe do bólu, choć jako, że ze mnie średnio typowa dziewczyna (do kobiety to mi jeszcze brakuje, że ho ho) - GPS mi się podoba ze względów praktycznych i nie tylko :)))

Akemi: zasada ograniczonego zaufania - powalająca - zwłaszcza w kontekście mężczyzn.

Ps. Ja sobie zrobię prawko, kupię "maluszka" io nabędę Pana GPSa :DDD