środa, 25 sierpnia 2010

nastrojowo...

Chciałabym być... dyrygentem. Abo grać na saksofonie. Albo na fortepianie.
Chciałabym być muzyką...
Dzisiaj wszystko jest muzyką, ciepłą i nastrojową.


Bo... tak!

Dzień pełen komplementów. 3 propozycje małżeńskie. Wyraźny nakaz chodzenia w rozpuszczonych włosach (bo mi ładniej wg niektórych) i długie rozmowy ze wszystkimi właściwie :) Z Łamigłówką gawędziliśmy chyba z godzinę, zgarniturowany Michał przywiózł mi filmy do roboty, dostałam też obiadek bułkowy i wafelka. No i pan Miruś przyniósł coś słodkiego.
Generalnie fajnie było dzisiaj na zbiorczym, nawet wtargnięcia Lidii nie ścięło nikogo z nóg :D
Jestem próżna? ;P

Teraz: patrzę na zabandażowaną głowę Michaszki i chce mi się śmiać - z radości rozbił sobie głowę, właściwie rozciął i dumnie może prezentować 5 szwów. A wszystko przez tę książkę, która zgubiła się, a odnalazła... :D
Na szczęście mimo całkiem solidnego walnięcia nie ma wstrząśnienia mózgu, bo byłyby jaja. Szczęście w nieszczęściu.

Plan na wieczór: Autor Widmo, od Michała.

Brak komentarzy: