Wieczór w 418.
Kazik śpi.
Michaszko czyta jakieś powieścidło Kinga.
W tle leci Dżem z Pawiem, a w ogóle Wokół sami lunatycy...
Dobrze jest, teoretycznie.
Właściwie to napisałam innego posta, ale był za bardzo, powiedzmy, za bardzo szczegółowy. Stawiam na minimalizm, zwłaszcza w perspektywie pakowania małej torby, brońcie Niebiosa przed walizą, ale i przed opcją: "plecak mi przecież wystarczy"...
We mnie znów nieład artystyczny, twórczy wręcz.
Idę spać, wierząc w kolorowe sny...
Cześ ;*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz