Niech to będzie wątek wyjściowy tego posta.
Zapachy...
Dokoła mnie gasnące lato i przebudzenie jesieni. Wiąże się z tym niekończące zbieranie owoców i czynienie z nich przetworów, które kocham zazwyczaj nie za to, że cudnie smakują, ale za to, jak pachną podczas ich przygotowywania. Już samo "jabłkobranie" w sadzie działa na moje nozdrza wyjątkowo pobudzająco; zapachy ziemi, deszczu na liściach i wreszcie jabłek stanowią przejście do zupełnie innego świata... Słodkim, orzeźwiającym tunelem naprowadzają moje myśli na tor wspomnień dziecięcych zabaw, chowania się w wysokiej trawie i innych rozrywek tamtego czasu.
W zeszłym roku pisałam na historię literatury pracę o Reymoncie - dość nietypowy wybrałam sobie temat, bo taki, który analizował stany emocjonalne autora podczas jego pielgrzymki do Jasnej góry. Teoretycznie nuda - wymyśliłam jednak, że nie zrobię tego tak, jak w opracowaniach naukowych, tak jak zalecał mi doktor wymagający, tylko napsocę po swojemu. No i napsociłam. Wybrałam sobie bazę zupełnie dotąd niezauważalną, a nawet jeśli, to jedynie epizodycznie. Skupiłam się na tym, jak zmieniało się podejście pielgrzyma- reportera na podstawie jego zmysłowego odbierania pieszej wędrówki. Dotyk, słuch, smak, wzrok i powonienie - przez które przeobrażało się jego odbieranie pielgrzymki, zmieniała się postawa moralna, a już na pewno wzbogacała się duchowość pisarza...
Pamiętam, że wyjątkowe wrażenie na Reymoncie robił zapach kadzidła, jakby otwierając przed nim furtę do tego, co gdzieś na granicy ludzkie-boskie... Woń kadzidła jak ścieżka.
...
Przede mną impreza urodzinowa Izz. Razem z Aneszkiem wybyłyśmy więc w myśliwskim celu po ładny prezent, miało być bardziej nieklasycznie, ale z klasą. Łatwo sobie postawić taki wyznacznik, a gdy już nadejdzie czas konfrontowania z rzeczywistością, to bywa różnie.
Podarek jednak znalazłyśmy idealny... Zdecydowałyśmy się na słodko- jesienny urok duetu: syrop malinowy i rodzynki w czekoladzie... Pięknie zapakowane, doskonale zestawione, mało klasycznie, ale z klasą.
...
Krążąc między pułkami dawałam się sobie porywać wizji syropów, konfitur, dżemów, soków w tych eleganckich słoiczkach, smukłych butelkach i innych cudnych pudełeczkach. I wcale nie dlatego, że to wygląda niesamowicie, a przynajmniej nie przede wszystkim dlatego. I nie dlatego, że oznacza to ucztę dla mojego, lubującego się w słodkościach, podniebienia.
Dla mnie to była podróż w krainę pachnącą sadem i ogrodem, mieszaną drewnianą łyżką w kuchni babci. To też podróż na skraje świata, skąd przybywają kawy gatunków niezliczonych i herbaty bogate w cuda rozmaite...
Dalej - była już tylko refleksja, że to ledwie początek... Bo pachnie wszystko, mniej lub bardziej sympatycznie (i tego rozwijać nie chcę). I te zapachy zapamiętujemy, wiążąc je z jakimiś wspomnieniami.
Moje osobiste hity zapachowe: cynamon i karmel, lawenda i wrzos, brzoza i kałuże powstałe z deszczu spłukującego woń bzów, skóra pachnąca słońcem... Dla nich mogłabym zwariować, są one elementami przeżywania chwil skąpanych w zachwycie...
4 komentarze:
Witaj Malutka
Pięknie piszesz o zapachach.
Ja bym jeszcze dodała jabłka z rumieńcem na skórce, pachnące delikatnie słodko- kwaśno, nagrzane słońcem.
Dołożyłabym charakterystyczny dźwięk jak się je gryzie, oraz delikatny dotyk na twarzy rozpryskującego się soku.
I szczęśliwy śmiech towarzyszący degustacji:)
Zapachy mają na nas bardzo silny wpływ i nie da się ukryć, że bez nich bylibyśmy bardzo ubodzy. Jaki jest mój ulubiony zapach? Zależy od chwili. Na pewno lubię zapach jabłek z cynamonem, zapach róży, zwłaszcza dzikiej, jaśminu, wanilii... zapach kawy z mlekiem i świeżego pieczywa - najlepiej o poranku :), lubię też zapach mojego męża, zapach dziecka jest zniewalający... oj mogłabym wypisać litanię... :D
Dzień dobry, Mario!
Jesień przegryza się przez lato i dla mnie to najintensywniej pachnący czas... Wszystko, dosłownie wszystko ma teraz swój aromat...
Pozdrawia szczęśliwie degustująca herbatkę z cytrynką - Malutka ;l)
Lawendowy Kocurku i to jest niesamowite... Kodują się nam w głowach te wszystkie zapachy, że aż kręci się od nich w głowie, ale jakoś nikt nie wątpi w to, że są nam niezbędne ;)
Zapach pieczywa, jeszcze ciepłego, gdy w piżamie, na łóżku, można sobie pozwolić na leniwy poranek - mrrrrrrrrr - rozmarzyłam się!!!
Ściskam Cię ciepło :*
Prześlij komentarz