Film... wybrany pół godziny przed wyjściem, zupełnie przypadkowo.
Lubię tę konwencję, powrót do XIX wieku, koloryt taśmy, formy grzecznościowe: pan, pani. I taką Anglię, jak na filmie, surową, ale zarazem skąpaną w kwieciu, pięknych widokach.
W tle... taka poezja, o której prawie już zapomniano...
Film jednak przydługi nieco, dość naiwny...
Czy dramat? Jeśli śmierć któregoś z bohaterów/ bohaterek jest wyznacznikiem gatunku, to tak... Dla mnie to jednak bardziej obyczajówka ładnie wkomponowana w tło muzyczne.
No, i pierwszy raz płacz aktorki wydawał mi się autentyczny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz