piątek, 20 sierpnia 2010

melancholijny wieczór


Przypominam sobie, że dawno temu był podobny wieczór, a ja miałam podobny nastrój... Wokół roznoszą się subtelne zapachy jesieni: pachnie ziemia, jabłka opadłe na trawę i suszone śliwki. Spoglądam za okno - księżyc już wisi zwrócony wprost w moją stronę. Łagodne dźwięki pozwalają płynąć moim myślom rytmem kilku uderzeń, kilku drżeń i westchnień. W dłoni dzierżąc lampkę wina różanego - celebruję chwilę. Nie skłamię - melancholijnie mi.

Wyszperane w sieci :)

Dawniej to był klucz, przepustka do innego świata zwanego poezją.

Teraz mogę tylko odgrzebywać starocie z szuflady, a właściwie z folderu zatytułowanego jakże trafnie: Mój myślnik. I czytam sobie wytwory sprzed bardzo dawna. Pierwsze utrwalone myślniki (nie wiersze, bo wierszy pisać nigdy nie potrafiłam) powstały jakieś 9 lat temu. Skrzętnie zachowywane w zeszytach - w końcu przepisałam, idąc z duchem czasu.

Chyba nie umiałabym już dzisiaj zdobyć się na taką formę wypisywania siebie, wypowiadania się... Dzisiaj wolę pisać pełnymi zdaniami, akapitami, rozdziałami. ;)


W ramach wspomnień myślnik z wieczoru takiego jak ten, sprzed 3 lat... Nic dodać, nic ująć.


Dnia i nocy poranki

Jak ptaszyna,

co chowa za sobą okruszynę

powszedniego chleba,

po rosie biegnące dwie

stopy bose

i słońce krąglejsze co dnia.

Uciekam od mroku.

Noc tocząca mleko

mgieł w dolinach

szuka pochwał wyuzdanych.

A ja jestem.

Gniazda zagubione w trzcinie

i łabędzie sunące zieloną falę

przez rzęsy i oczka koronki jeziora.

Jestem sama.

Nie ma dnia,

co nie wykąpałby się w brzasku

i nie obmył swej twarzy

w kałuży poranka.

Nie ma.

Jak ptaszyna co sama

staje się okruchem

mojej samotności,

wznoszę życie na skrzydłach

błękitu zdradzonego.

I tylko obraz sam się nie namaluje.

A jaśmin przecież już prawie kwitnie.



Ps. Dobrze, że mam swoją stałą dnia, bo kończy mi się cierpliwość na siedzenie w domu, sprzątanie, prawie- gotowanie, prawie- pieczenie itd, chcę już do Poznania.

Ps. 2. Definitywnie siedzi we mnie ludź leworęczny, się na polu wydało... A wszystko przez to, że no, yyy, robię co mi każą z lustrzanym odbiciem względem reszty...

Ps. 3. To może za 12 lat będzie z Czesia mądry człowiek? ;) Oj , upłynie wody nim cokolwiek, upłynie ;D

4 komentarze:

Magda pisze...

smutnie a ładnie

Mała Mi pisze...

:) takie wieczory są przyjemne.... jeśli oczywiście to nie smutek nas dopada... czasem warto tak posiedzieć sobie samemu ze swoimi myślami :)

Uśmiechu :)

Kama pisze...

Chciałabym rozumieć to rozdarcie i dziwne uczucie, które cię dopadło, by móc napisać coś z sensem, ale nie jestem w stanie tego pojąć... dlatego mogę mieć jedynie nadzieję i trzymać kciuki, żeby ten stan uległ zmianie na lepszy, na ten, dzięki któremu będziesz się uśmiechać.

Malutka... pisze...

Moje Drogie :)
Mi wcale nie było smutno... Było mi przyjemnie błogo i spokojnie, ale ciut egzystencjalnie - w moim przypadku taki stan ducha można określić jako marzenie!!!