Przypominam sobie, że dawno temu był podobny wieczór, a ja miałam podobny nastrój... Wokół roznoszą się subtelne zapachy jesieni: pachnie ziemia, jabłka opadłe na trawę i suszone śliwki. Spoglądam za okno - księżyc już wisi zwrócony wprost w moją stronę. Łagodne dźwięki pozwalają płynąć moim myślom rytmem kilku uderzeń, kilku drżeń i westchnień. W dłoni dzierżąc lampkę wina różanego - celebruję chwilę. Nie skłamię - melancholijnie mi. 
Wyszperane w sieci :)
Dawniej to był klucz, przepustka do innego świata zwanego poezją.
Teraz mogę tylko odgrzebywać starocie z szuflady, a właściwie z folderu zatytułowanego jakże trafnie: Mój myślnik. I czytam sobie wytwory sprzed bardzo dawna. Pierwsze utrwalone myślniki (nie wiersze, bo wierszy pisać nigdy nie potrafiłam) powstały jakieś 9 lat temu. Skrzętnie zachowywane w zeszytach - w końcu przepisałam, idąc z duchem czasu.
Chyba nie umiałabym już dzisiaj zdobyć się na taką formę wypisywania siebie, wypowiadania się... Dzisiaj wolę pisać pełnymi zdaniami, akapitami, rozdziałami. ;)
W ramach wspomnień myślnik z wieczoru takiego jak ten, sprzed 3 lat... Nic dodać, nic ująć.
Dnia i nocy poranki
Jak ptaszyna,
co chowa za sobą okruszynę
powszedniego chleba,
po rosie biegnące dwie
stopy bose
i słońce krąglejsze co dnia.
Uciekam od mroku.
Noc tocząca mleko
mgieł w dolinach
szuka pochwał wyuzdanych.
A ja jestem.
Gniazda zagubione w trzcinie
i łabędzie sunące zieloną falę
przez rzęsy i oczka koronki jeziora.
Jestem sama.
Nie ma dnia,
co nie wykąpałby się w brzasku
i nie obmył swej twarzy
w kałuży poranka.
Nie ma.
Jak ptaszyna co sama
staje się okruchem
mojej samotności,
wznoszę życie na skrzydłach
błękitu zdradzonego.
I tylko obraz sam się nie namaluje.
A jaśmin przecież już prawie kwitnie.
Ps. Dobrze, że mam swoją stałą dnia, bo kończy mi się cierpliwość na siedzenie w domu, sprzątanie, prawie- gotowanie, prawie- pieczenie itd, chcę już do Poznania.
Ps. 2. Definitywnie siedzi we mnie ludź leworęczny, się na polu wydało... A wszystko przez to, że no, yyy, robię co mi każą z lustrzanym odbiciem względem reszty...
Ps. 3. To może za 12 lat będzie z Czesia mądry człowiek? ;) Oj , upłynie wody nim cokolwiek, upłynie ;D
4 komentarze:
smutnie a ładnie
:) takie wieczory są przyjemne.... jeśli oczywiście to nie smutek nas dopada... czasem warto tak posiedzieć sobie samemu ze swoimi myślami :)
Uśmiechu :)
Chciałabym rozumieć to rozdarcie i dziwne uczucie, które cię dopadło, by móc napisać coś z sensem, ale nie jestem w stanie tego pojąć... dlatego mogę mieć jedynie nadzieję i trzymać kciuki, żeby ten stan uległ zmianie na lepszy, na ten, dzięki któremu będziesz się uśmiechać.
Moje Drogie :)
Mi wcale nie było smutno... Było mi przyjemnie błogo i spokojnie, ale ciut egzystencjalnie - w moim przypadku taki stan ducha można określić jako marzenie!!!
Prześlij komentarz