Za oknem ulewa. Krople miarowo biją się ze szkłem. Jest mi cicho i cicho, mimo, że słucham Joni Mitchell.
Jestem już w Gnieździe Rodzinnym. Wreszcie siedzę sobie w moim pokoju, rozdziawiając buzię ze zdziwienia, że internet mimo pogody niesprzyjającej działa. Jovan słodko śpi na kocyku, pochrapując lekko. Harmonia przecudna, że tutaj, że tak właśnie, a przecież ledwie kilka lat wstecz myślałam, że takie rzeczy są niemożliwe.
Kolejne chłopaki w domu mają święto: tym razem Konrad i Konradek obchodzą imieniny... Wuj dostał ode mnie coś słodkiego na bazie kokosów, a brat czekoladowe łakocie.
...
W tej rodzinie z imionami zawsze bywało dziwnie.
No, ale :)
Konradkowi imię wybrałam w porozumieniu z Tatą trzyletnia ja, stwierdzając, że skoro wuj jest taki niesamowity, to brat też będzie :0 Nie wspomnę tylko o tym, jaka mama była wściekła, że zamiast małego Kornelka, przewijała Konradka. :DDDDDDD
Zaczynam myśleć, że bunt organizmu to faktycznie efekt totalnego przeholowania z pracą. Dzisiaj już mi lepiej. Mam zamiar położyć się spać przed 21. Jeśli jutro gorączka będzie się utrzymywała - myknę do lekarza po jakieś antybiotyki, choć to lipa, bo jeszcze we wtorek powinnam iść i oddać krew dla wuja Konrada, bo ma termin operacji już wyznaczony. I znów się zacznie moje łazęgowanie po korytarzach szpitalnych...
A propos oddawania krwi.
Kiedyś już coś tutaj o tym było.
Jestem za.
Oddawałam wcześniej, później miałam ponad rok przerwy... Ale czekaliśmy na ten termin cholerny. Ale ja nie o tym.
Nie sądziłam, że dla moich przyjaciół takim problemem będzie pójść ze mną do szpitala, rozsiąść się na wygodnym foteliku, wyciągnąć rękę wygodnie i posiedzieć przez jakąś chwilę. Mam tylko nadzieję, że nie, bo: "siem bojem" i "nie mogem, bo potem padnem na tydzień cały" im się nie przytrafi, gdy sami będą potrzebowali tego typu pomocy. Pójdę ja, chyba Sławoj i Przem. Trochę mało, jeszcze ze dwie osoby muszę wykombinować, ale chyba da radę. Musi dać.
Kurcze, a dla mnie to takie normalne i naturalne.
Nie rozumiem dlaczego młodzi, zdrowi ludzie podchodzą do tego w sposób na nie...
Zmykam, bo mnie Subkultura męczy, że na internecie chce posiedzieć, a potem nie będzie miał jak.
Aha: rozgrzeszonym niech będzie rozgrzeszone... ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz