niedziela, 22 sierpnia 2010

nic definitywnie - otwarte...

Dzisiaj miało być inne, definitywne. Los znów płata mi figle. Ale postanowiłam na racjonalizm i kalkulowanie, w tym wypadku emocje i uczucia wcale nie są sprzymierzeńcem. Muszą być spełnione pewne warunki wg moich oczekiwań. Może to źle, ale wolę uniknąć ponownego szatkowania serca... W moim sercu wystarczający chaos panuje na co dzień, by jeszcze dodatkowo i z premedytacją pozwolić wbijać sobie szpile... Żadna ze mnie masochistka.

Na słowa, które usłyszałam dzisiaj czekałam od bardzo dawna... Jeszcze miesiąc temu oddałabym wszystko, by między nami padły.

Dziś - nie umiem się do nich ustosunkować. Jestem bardziej wstrząśnięta, niż zmieszana.
I właściwie nie wiem, czy znów chcę wchodzić do tej rzeki. Niech zdecyduje czas i czyjaś determinacja, nie moja. Ja walczyłam zbyt długo, teraz przyjmuję postawę comabyćtobędzie.

Taka ja.

Wyszperane w sieci :)

Bo już wiem, bo nauczyłam się, że od życia można chcieć więcej... I od mężczyzny można oczekiwać więcej.

2 komentarze:

Kama pisze...

Tylko ty wiesz, ile i jak oczekiwać od świata i mężczyzn. Go on!

Malutka... pisze...

Wiem :))))))))))))))))))))))