Wróciłam do akademika, cięższa o wszelkiej maści pokarmy i półprodukty do ich tworzenia, wmuszone mi (bez żadnych oporów moich!) przez Rodzicieli Kochanych.
Nie powiem, że wróciłam wypoczęta: zmęczenie kręci się wokół głowy, ale dobrze mi było w domku.
Psy wykończyły mnie zupełnie - zwłaszcza nocki były uciążliwe: Jovan śpi ze mną na łóżku od niepamiętnych czasów, Żaba się z nami nie mieści,więc śpi na podłodze, pod wyrkiem. Teraz jednak, w wyniku upałów psom odbija: Jovan miotał się między łóżkiem a podłogą, kradnąc koc, ściągając poduszki, moją rękę, włosy i koniec końców mnie samą. Żaba zaś wpychała się na siłę, między mnie a ścianę, zrzucała Jovana, spychała mnie i generalnie robiła demolkę. Rankiem łóżko wyglądało jak po wojnie, nalocie bombowym i w ogóle. Za dnia, a właściwie wieczorami ganiałam się z psiakami - po łące i bagienkach pobliskich: Jovan odmłodniał, Żaba ćwiczyła skoczność, a ja mam ciut podrapane swoje łapki od łapania psiego Małysza :P
W sobotę zakupiłam sobie dwie pary bucików: cichobiegi do pracy i jakieś cudaczne białe szaleństwo do sukienki :)))
Po zakupach pojechaliśmy do dziadków. Prowadzę u nich szeroko zakrojoną akcję: "dziadek, no przecież potrzebujesz psa - za dwa tygodnie przywiozę szczeniaka". Moimi sprzymierzeńcami, niestety, są starość i choroba Psoty. Wrogiem - babcia zdecydowanie przeciwna podjętej inicjatywie... Ale przeforsuję i to :)))
Dzisiaj: miałam spory fart. Do Poznania przywiózł mnie Radzimir - przyjechał dosłownie na obiad i zagarnął mnie do swojej fury (i dlategoż Rodziciele tyle jedzonka wcisnęli córeczce).
Wniosek: uwielbiam samochody i długą jazdę :) Rany, jak fajnie spoglądać na zmieniający się krajobraz, wygodnie wcisnąć się w fotel, słuchać dobrej muzyczki, konwersować ze świetnym kierowcą i pozwolić myślom odpłynąć hen daleko...
Plusem jest przede wszystkim to, że ja i Radzimir (kuzyn mój najulubieńszy), z którym mijam się w domu wedle zasady Mania przyszła, Frania poszła, poszła Frania, przyszła Mania i tak wkoło Macieju - mialiśmy wreszcie okazję nadrobić zaległości :)
Ale żeby nie było za słodko: w ramach szaleńczego tempa pakowania się w domu zostały ładowarki od obu posiadanych przeze mnie telefonów ;/;/;/ A mama upiera się, że pocztą nie wyśle: "bo zginie i co wtedy?". Na "co wtedy" odpowiedziałam, że "wtedy wtedy" kupię nowe - czy jednak mamę przekonałam - keine Ahnung.
Tak więc - za jakieś dni dwa będę: "Abonent czasowo niedostępny. Abonent czasowo niedostępny".
(Pomysł pożyczania ładowarki od kogoś z akademika jest poraniony - wiem z doświadczenia)
A ja? Jestem sobie kimś, kto:
* nie polubił nowego proboszcza - facet w sutannie z jakimś dziwnym syndromem tłumaczenia wszystkiego...
* uważa, że kraj ten trumnami stoi, jak długi i szeroki - u babci w tv tylko pogrzeb i pogrzeb: dzieci nie przełączajcie, trzeba popatrzeć...
Ze spraw jeszcze bardziej poplątanych: widziałam syna Wojcieszka. Junior ma jakieś 7 lat i jest cholernie podobny do swojego Taty... Ciekawa jestem, czy charakter też ma podobny... Głupio mi myśleć, że Wojtek, mimo, że Go nie ma, ma syna, i że dla mnie to tak odległe. Jak już kiedyś mówiłam - lubię niegrzecznych chłopców, zawsze lubiłam :)
Juniora spotkałam z babcią na cmentarzu, przy grobie Wojcieszka... Byli tam przede mną. Poczekałam, aż pójdą. Nie chcę mącić ich poukładanego świata. Inną jest kwestią, że...
Mam takie małe marzenie: jutro obudzić się w innym miejscu, w innym łóżku, z szerokim uśmiechem na twarzy, zanurzyć nos w kwiatach i wypić niespiesznie pyszną, aromatyczną kawę...
Zapomniałabym: u nas też przeszły burze, nawet dwie - PIASKOWE!!! Na podwórku nie było widać nic, a potem w całym domu, bo oczywiście nie zdążyliśmy pozamykać okien wszystkich, leżała całkiem spora warstewka piasku... Anomalia jakaś, przecież nie na te rejony takie cuda, a jednak...
Wyszperane w sieci :)I było prawie tak,
tylko bez piramidy, wielbłądów i nieznanych mi ludków,
za to widoczność mieliśmy mniejszą...
No, to się na dzisiaj wypisałam.
2 komentarze:
Że tak zapytam grzecznie, gdzie Twoje rodowodowo-rodzinne miejsce, Malutka?
Burza piaskowa???;)
Rodowodowo- rodzinnie: WIELKOPOLSKO...
A do tego - ciut zapominane/ pomijane - w sferze tęsknot: góralska Malutkiej kolebka...
Ani jedno, ani drugie do burz piaskowych nie pasuje ;)
Pozdrawiam
Prześlij komentarz