Jestem wykończona: codziennie praktycznie 12 godzin fizycznych męczarni w tym upale, w robocie.
Dziś zabrali nadgodziny. Wszystkim. Z małym wyjątkiem: Magda i ja pracujemy na starych zasadach - mamy dla siebie największy magazyn. Niby dobrze, ale doba jest za krótka.
Poobijałam się dzisiaj solidnie: siniaki mam teraz wszędzie, zwłaszcza na ramionach i kolanach - nie pytajcie jak i czemu... Niech żyje zwinność i zgrabność...
kocham lekko ulotnie
to wszystko
6 komentarzy:
...ale sie dzisiaj obijałam w pracy :D
Abi, obijałam się, obijałam, że aż ślad pozostanie na czas jakiś, dla uwiecznienia :D
Ty Malutka nie przesadzaj z tą robotą... Siniaki, udar cieplny, skrajne wycieńczenie...
Robotę trzeba szanować! Wiesz co mam na myśli? ;)
Jutro przyjmij w pracy abnegatową definicję obijania (się).
P.S.
Kiedy jedziesz w te góry? Może się spotkamy? :)
Hej, Cre :)
Ja trochę przeginam z robotą, ale inaczej nie mogę, bo armagjedon finansowy...
Co do obijania i reszty inwentarza - inaczej nie umiem: jak coś robić, to robić to dobrze ;D Ale się postaram w tej kwestii odrobinę przytemperować... :D Abnegatowa definicja :))))
Na góry mam przyszły weekend zaplanowany (nie ten, teraz do domu jadę), ale... wszystko jest do dogadania ;) :D :D :D
A Ty, kiedy się wybierasz?
"jak coś robić, to robić to dobrze"...
Jak się siniaczyć, to na całego? :)
W górach się "rozminiemy". Ja od najbliższego poniedziałku. Nic to... na pewno jeszcze kiedyś, na szlaku... ;)
He he :) To Ty zaczniesz na szlaku, ja będę kontynuować ;)
Ważne, że w góryyyyyy :))))))))
Prześlij komentarz