piątek, 30 lipca 2010

Dlaczego to nie my?

Siedząc na jednym z krawężników dworca PKP majaczyły w naszych głowach myśli dzielone wspólnie, mnożone przez dwa i generalnie jakbyśmy je sobie z głów wyjmowały: Aneszka i ja... Myśli: "Dlaczego to nie my"

Bo tak:
* niektórzy już urlopują między jednym szczytem a drugim, wdrapując się coraz wyżej i wyżej
* inni polegli rozkosznie na piaskach złotych plaż sącząc powoli drinki z palemką ;P
* są i tacy, którzy szaleją na Woodstocku, gniotąc się w rozrywkowo usposobionym tłumie.

A my - na dworcu, w oczekiwaniu na Aneszkowy pociąg, po robocie, z wizją jutrzejszego zapieprzania na zbiorczym... Bez opcji relaksu dłuższej niż sobotni wieczór i niedzielna doba... Trochę mało, jak się zliczy czas spędzony na magazynach. Marzy się chwila zasłużonego wytchnienia.

Na zbiorczym zmiana. Moja pozycja - jeszcze się umocniła.
Dla załagodzenia konfliktu z Heksami Węszącymi szef polecił, by Magda zmieniła fuchę na dawne fakturnictwo pospolite (za którym tęsknię niesamowicie). Jej miejsce, ku mojej uciesze (i zasłudze) zajęła Aneszka :))))))
Trzeba mądrze dobierać sobie współpracowników :D

Dzisiaj oglądam jeden z najulubieńszych moich filmów: C.K. Dezerterzy.
Wyszperane w sieci :)

Kurcze uwielbiam ten żart, którym okraszona jest każda ze scen. A do tego fenomenalnie grający Kondrat, Zborowski i Kowalewski plus głos Taty Muminka (Bukowski niezapomniany, nieodżałowany) i cała reszta ekipy międzynarodowej :) Chce się chcieć.



Znów mnie gna do domu. Ale teraz muszę zostać na weekend: Michaśka urodziny :)

Bredząc już na sam koniec. Zrobiło się pusto wokół.
Szum i szmer, ledwie do uszu docierające, zdradzają mi moją tęsknotę. Nadal chciałabym tego, czego już mieć nie mogę. Gdybym jednak mogła cofnąć czas - zmieniłabym ledwie jeden epizod z mojego wojowania. Reszty nie żałuję.
A tęsknoty mi nikt nie zabroni, i nie odbierze, i nie wyrzuci!
Nadal kocham. Po prostu. Z resztą widać to po mnie , gdy spoglądam na ByłegoNiego po dwóch tygodniach niewidzenia. Ktoś mi powiedział, że może mi to przejdzie za jakieś dwa lata, albo już nie przejdzie. Nie wiem.
Cieszę się sobą. Teraz egoistycznie uważam, że to jest najważniejsze.
Bycie z zakompleksioną, wiecznie niepewną siebie mną musiało być irytujące.
ByłyOn nie jest święty, ale anielska cierpliwość zdecydowanie w ByłymNim siedzi.
W moim myśleniu zmieniło się wiele; wreszcie wierzę, że mogę coś komuś dać, że sama w sobie mogę być wartościowa - na tyle, by odmaszerować z kąta, do którego się postawiłam.
Poza tym - w szafie wiszą wreszcie jakieś sukienki - a to mówi o rewolucji w moim podejściu do mnie samej więcej, niż tysiące słów...

Kończąc te kretyńskie autoMalutkowe wywody:
Dobrej nocy ;)

Brak komentarzy: