Żeby jednak nie było: śmiem twierdzić, że jesteśmy bracią hurtowni o najwyższym standardzie pracowniczym pod względem wykształcenia zdobytego i zdobywanego.
Sami stwierdźcie: przyszła dr chemii (dziś miała egzamin), kilku inżynierów, od groma matematyków i informatyków, jest i absolwent seminarium (ale o tym cichosza, bo wie garstka), biolog i ratownik medyczny w jednym (Łamigłówka ;), jedna malarka już po studiach, paru polonistów (a nawet więcej niż paru), mgr od logistyki, licencjonowani od zarządzania i marketingu, jedna prawniczka, psychologów ze 3, z czego jeden już z mgrem., budowlańcowa i jeszcze kilku architektów na za rok , do tego automatycy i robotycy (czy jakoś tak) i wielu, wielu innych z dziedzin, że mózg się ślicznie lasuje (kognitywistyka, fizyka biomolekularna, lingwistyki i jakieś inne, alem nie spamiętała).
W tym zacnym gronie Malutka cieszy się jakimś tam poważaniem, bo dobrze robi, co do niej należy i sympatią, bo jakaś taka weselsza jest, uśmiechnięta i w ogóle.
Dostałam dziś do zrobienia mamuta bez sprawdzanie (faktura za 45 tysiów, którą z moich wózków pakuje się wprost do fury klienta - i jeśli jest dobrze - to git, a jak nie - wypad!). P
Ale ja tu dzisiaj nie o tym.
Wracam do starych nawyków pod tytułem: dobrze się pracuje i gada z płcią przeciwną, z dziewczynami i owszem, ale... z chłopakami jakoś luźniej ;)
Dzisiaj pracowałam z Łamigłówką. Było... ;) Tyle, że Łamigłówka postanowił sprawdzić czy się czerwienię, z jaką częstotliwością itd. No więc... ciut zmieszana znosiłam jego upiorne żarty i zaczepki (z resztą dłużna mu nie byłam) i z licem wyjagodzonym przemykałam między magazynami. Jak dzieci :)
Korzystając z uprzejmości Łamigłówki: dałam sobie lekko masować plecy ( tam, gdzie nie ma kamer, oczywiście), bo ciężko znosiły moje boje z pakietami i paczkami - czyli, że Łamigłówka niósł chwalebną ulgę i otuchę miiiii ;)))
Z jednej faktury zrobiły się kolejne i kolejne, i tak przez praktycznie cały dzień.
Epizodycznie rozmawiałam z Michaśkiem i ByłymNim, bo czasu nie było, nawet na śniadanie normalne i w spokoju, bo jeden mnie szukał (Michasiek), drugi chciał kanapkę w wymianie za wafelka (ByłyOn), a Łamigłówka po prostu przeszkadzał, dla sportu ;) Rozmówca mój słyszał te boje śniadaniowe.
Podobało mi się. Przeszło kąsanie na oślep. Przeszło smutowanie (choć w środku nadal czegoś brak...) i dzień był cudny.
Plan na jutro: po robocie idę na lody czekoladowo- jagodowe do kumpla, później na mecz ;)
Muzycznie jest mi tak:
A obrazowo tak:
Dobrej nocy i snów miłych :)
3 komentarze:
Jeśli muzycznie jest Ci tak, a obrazowo tak... to znaczy, że dobrze :) oby tak dalej! Miłego dnia!
To już wtorek!
Lody, jak ja o nich marzyłam wczoraj w czasie malowania. Oddałabym za nie wszystko, ale nie chciały przyjść... :D
Mała Mi: jest lepiej niż było dawniej, dużooo lepiej ;)
Kama: a z lodów nici... Zamiast tego: banan w zakresie własnym, z miodem i cynamonem :)
Prześlij komentarz