wtorek, 20 lipca 2010

A mi - TEY!

Jakoś tak bez zapowiedzi wdarł się do moich myśli bezbrzeżny nocny smutek. Jest już po 23, a sen nie powinien teraz nadchodzić, bo nie chcę koszmarów...
Otwarte okno symbolizuje dzisiaj bezpieczne z niebezpiecznym, przenikanie ciemnego w jasne.
Noc cicha, ciężko dyszy oddechem z ulicy... Pomruki na torach drażnią rytmicznym postukiwaniem. Tylko blask latarni nie dociera na 4 piętro akademika.

W pracy było na tyle fatalnie, że zamiast dwunastu godzin - wyrobiłam ledwie 9, wku***ona jak nie powiem kto. I tyle mnie tam widzieli.
Atmosfera robi się nieznośna, gdy Malutka, lat 22, dostaje pod władanie cały magazyn zbiorczy, a starzy pracownicy muszą uwijać się jak pszczółki w ulu. Z tej okazji poszłyśmy z Magdą w cholerę. Robimy swoje i nikt, poza szefem/właścicielem nie będzie zajmował się przydzielaniem nas do innych zadań, które chwilowo nie leżą w zakresie naszych kompetencji!
Tak więc wcześniej wróciłam do domu.
Ale...

Po drodze miałam nieprzyjemną sytuację, gdy należało udzielić pierwszej pomocy nieprzytomnemu mężczyźnie. O mojej własnej nieporadności pisać nie będę, bo przecież praktyki właściwie nie mam na tym polu, a teoria ucieka w las, gdy przychodzi co do czego... Starczy więc, że przyznam się do nieporadności niezaprzeczalnej. :/ Jednakże: dokoła "nietomnego", leżącego na posadzce, przy wejściu do jakiegoś sklepu, stał tłum ludzi raczej dojrzałych wiekiem, takich co to po 30, o ile nie po 40. I oni powinni jakoś zdroworozsądkowo zareagować. No i zareagowali: zadzwonili po pogotowie, ot co. Tyle, że nie zrobili nic więcej, a na moje pytania, czy ktoś sprawdzał puls, oddech padało pytanie rewersowe: "A pani po jakimś kursie tak?". Noż kutwa nie, niestety. Więc niczym dziecko we mgle, stwierdziłam tylko, że dycha, ma puls i tyle. O zmianie ułożenia ciała mowy być nie mogło, bo jakoś tak pan miał całość dziwnie poprzestawianą.
Poczekałam na pogotowie. I poszłam coś zjeść. Z niemocy. Na stres.
Bo najgorszy był ten moment, żeby się przemóc, wleźć w środek galimatiasu i na oczach widowni licznie zgromadzonej zrobić przedstawienie: "jak to cudnie, że umiem stwierdzić czy się panu oddycha czy już nie".
Mała jestem w tym kontekście, taki pikuś. Łapki mi się trzęsły jeszcze długooo...

Co było dalej: wróciłam do 418. Pobawiłam się z Kaziem, wzięłam prysznic. Misiek wrócił.
Wybraliśmy się na Maltę. Po pierwsze celem zakupienia pożywienia i innego niezbędnika dla chomika ;) Po drugie celem oględzin, czy da radę zrobić coś, cokolwiek, w ramach odświeżania garderoby. Udało się połowicznie.
Mam mniejszy rozmiar spodni :))) Hura, hura, hura!
Ale w tych lustrach wyglądałam strasznie... Się teraz czuję wyjątkowo brzyćko i grubo...
Z drugiej zaś strony kupiłam sobie koszulkę jakąś taką, oczywiście w kolorze popiołu, co do której mam już pewien maleńki, chytry plan :D

Jednakże stwierdzam, że w moim przypadku należy rozpocząć leczenie na wszystko, co się jeszcze da wyleczyć/naprostować, bo żebym ja, zdeklarowany stwór czarno-brązowo-niebieskolubny, rozglądała się z wywalonym na wierzch jęzorem na żółciutkie bluzeczki, całe zabazgrane łączką, kwiatkami, ptaszkami (nie, no tu to się chyba zapędziłam...) - toż szczyt szczytów, koniec świata i w ogóle czas obumrzeć witkom opadłym z (prze)(w)rażenia. Ciągnie mnie do kolorowych szaleństw, jakichś bajecznych, słodkich kompozycji ciuchowych. Że aż mdli. Mnie mdli. Mnie samą.

Teraz? Spoglądam sobie nieznacznie na płytę, którą Maryja Dziewica kazała oddać mojemu ByłemuNiemu. Refleksja? ByłyOn zawsze przepadał za dziewczynami, które raczej nie budziły mojej sympatii. Teraz może spędzać z nimi czas, gdy tylko zachce. Nieswojo mi z tą myślą. Jakaś zazdrość babska została. W ogóle to tęsknię. Głupio, prawda?
Bo ile można?

Specjalnie dedykowane TEY ;) Dla wszystkich pasjonatów (takiej) historii...


Nie brać na poważnie, nie brać na poważnie ;)))

Ps. Zegarek z komunii roztrzaskałam z nienawiścią w kościele, gdy mi go pierwszy (i jedyny raz :D) kazali założyć... Bo ja nie chciałam być komunistą Spider-Mana: na cyferblacie pająk sekundował po sieci ohydnej...
Ps. 2. Kryzys nocny - po poznańsku zażegnany ;) Nie ma jak bajka, bo z pewnych rzeczy się nie wyrasta :)

Dobrej nocy, Czytacze!

2 komentarze:

Kama pisze...

Cześć Słoneczko, wpadłam na chwilkę, żeby się przywitać. Wróciłam już z Zakopanego - wypoczęta, zrelaksowana i uśmiechnięta, a przede wszystkim nastawiona pozytywnie do życia. :-)

Malutka... pisze...

Cześć!!!
Dobrze, że już jesteś blogowo ;) I, że do mnie zajrzałaś :)))))
U mnie przedurlopowa nerwówka, w wyniku tego, że do wolnego jeszcze kilka dni zostało...
A u Ciebie słonecznie, z relaksem, pozytywną energią i uśmiechem - akumulatory doładowane :)
Buziak z parapetu mojego 418 :*