poniedziałek, 19 lipca 2010

Patagonia...

Wszystko pięknie: praca git, z ludźmi niedogadywania się ciąg dalszy - nic nowego ;P (chwała Panom za Magdę) i jeszcze JEJ powrót :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
tylko w środku mnie kaktus - kuje... :(

Czasem myślę, że jutro to mrzonka.

Dobrze, że jest jeszcze jakaś "stała" w każdym dniu. Jak miarka mojej normalności. Jak centymetr w drodze do Patagonii.

Pewien pan powiedział mi dzisiaj, że mam zadatki przywódcze. Czyżby?
A w środku mi miękko i cicho...

Tęsknię za czymś, czego prawie nie pamiętam, tak krótką trwało chwilę.
To nie jest tak, że mi smutno, że mam jakiś kryzys - co to, to nie!!! Szczerzę się od rana do wieczora i fajnie mi ze sobą... Tylko, że w miarę jedzenia apetyt rośnie.

Malutka kiedyś zawojuje świat, mówię Wam!

A w pracy mam tak: ;DDDDDDDDDD

Brak komentarzy: