Czy pracoholizm objawia się tym, że po wyjściu z pracy dostrzega się spadek nastroju?!
W robocie urwanie głowy. Ale atmosfera fajna, sprzyjająca :) Pracowałam dzisiaj z najulubieńszą dziewczyną z roboty, z Magdą. Były śmiechy, chichy itd. Później przyłączyli nam jeszcze 2 osoby do zespołu i było jeszcze weselej. Czyli ADHD ciąg dalszy...
Tyle, że:
* rypnął się plan zajadania się lodami - może to i dobrze, mam trochę czasu na normalny odpoczynek na moim parapecie
* niewymownie pusto mi, gdy spoglądam na jakieś pozostałości po Aneszkowym dobytku...
* ByłegoNiego nie było w znów w pracy - niby to nie moja już sprawa, ale jednak, martwię się, bo przegina cholernie
* i jakiś taki smutek w środku; poranny deszcz zamknęłam w sobie, tak, że nie pada już na dworze/ polu, ale we mnie jakby: wracając spod prysznica czułam ulewę, bo... pewnych rzeczy i tak nie przeskoczę... może da się zajrzeć pod podszewkę tego wszystkiego, ale po co?
Z pozytywów: Izz będzie doktorką chemii :)))))))))))))))
Z negatywów: nie chce mi się obiadu gotować, a jestem głodna.
Z neutraliów: gołębie na daszku już stawiły się na kolację.
Może sekret tkwi w tym, że Łamigłówka pracował dzisiaj ze swoją Łamigłówką?
Heh, jak niefart, to niefart!
Mam ostatnio tendencje do sympatyzowania ze złymi chłopcami...
Z resztą: zawsze wolałam łobuzów od poukładanych ;)
i tak to się kończy, pomieszaniem z poplątaniem we łbie, ale żyje się dalej
Trzeba mi Lipnicy albo Poronina, albo jakiegoś zakątku, osadzonego w tym klimacie, w którym jeszcze nie byłam! Zdecydowanie! Świat z pagórków i wyższych szczytów zawsze wygląda lepiej. Jest bardziej mocarny, trochę nieosiągalny, ale przejrzysty, bez zakłamań: przecież wszystko i tak pachnie górami, wszystko zostało w nie wkomponowane (no może poza turystami). I przestrzeń wypełniają widoki, które się później odtwarza w głowie i odtwarza, i odtwarza... Jest jedna taka grań i limba jedna, że aż (a ja ich nie widziałam od 3 lat)...
Skał, trudu włażenia i moczenia nóg w potoku trzeba.
He he, czuję, że taka potrzeba została dodatkowo zmotywowana przez urlopową relację Cre(w)mastera: http://paramediconboard.blogspot.com/2010/07/wielki-comeback.html ...
Chyba się choć na weekend wybiorę za dwa tygodnie albo trzy.
Muszę, bo tu zwariuję.
Zwariuję po poznańsku.
Ps. I się umordowałam z komentarzy publikowaniem, bo mi jakieś błędy wyskakują... Co jest???
2 komentarze:
Malutka - nie myśl, nie patrz... tylko weekendową porą trzaśnij drzwiami i jazda do Twojej grani i limby ukochanej... Zobaczysz jak Ci będzie dobrze.
Pozdrawiam i trzymam kciuki za ten trzask drzwiami, za ciszę, myśli niespieszne i wiatr, co z włosami tańczy :)
Cre(w),ja tak zrobię, jak Bozię kocham, zrobię! Bo jak nie - to w końcu osiwieję w tej Pyrlandii głębokiej (a tego wolałabym na razie uniknąć)!
A poza tym - nigdzie nie ma takiego poczucia wolności, jak tam, nie sądzisz? Rozłożyć ręce szeroko, lekko zatoczyć koło, spojrzeć wokół i na niebo, i wreszcie przesiąkać przestrzenią...
Trzymaj kciuki ;)
Dobrej nocy :)
Prześlij komentarz