Czasem się zastanawiam, gdzie jest ta dziewczynka zahukana, która wszystkie słowa wypowiadała we własnych myślach...? Gdzie to dzieciątko chowające się w najciemniejszym kącie? Gdzie malutkie stworzonko, które nikomu nie pozwalało się do siebie zbliżyć? Gdzie mały potworek wyobcowany dla zasady? No gdzie?! ;) :) ;)
Zawrotne tępo tego dnia budzi moje wątpliwości związane z poprawnym funkcjonowaniem mojego postrzegania i kontrolowania upływu czasu.
Pobudka o 8 - Aga powróciła z nocnego seansu filmowego, o 9 pojawił się Michasiek. O 19. 30 wpadli mieszkańcy 421: Gosia i jej tata. A na koniec: właśnie teraz pojawił się Kamil :)
Bardzo sobie cenię w tej chwili to, że niedziela upłynęła mi na lubowaniu się sobą. Bo podejrzewam, że nieprędko pojawi się okazja do samotnego rozkoszowania się byciem w moim pokoju, w zgodzie ze sobą, w harmonii z rozkładem mebli, kolorem ścian.
Cieszę się z mojego wyjścia do ludzi, ale i tak uwielbiam ten mój pustelniczy charakter bycia.
Tematyka dnia:
* w Poznaniu nie ma butów typu: czarne szpilki (bez zdobnictwa choinkowego i przerostu formy nad treścią - jestem zrozpaczona tym, że na wesele pójdę boso);
* lenistwo nie służy wysokiej frekwencji w pracy - znów nie poszłyśmy... (bo przecież żadna z nas się nie wyspała);
* dyskusje z kimś starszym i to sporo starszym zawsze stanowią trening w spieraniu się rozsądnym - zjadliwym i zdecydowanym pędzeniu słownym pośród tematów, o których nawet On nie chce ze mną rozmawiać (sądownictwo, sytuacja gospodarczo- administracyjna);
* niewinni absztyfikanci czarują swoim urokiem (a przy okazji spływa on na współlokatorkę wybranki tegoż).
Tyle w skrócie. Nie mam natchnienia na większą ilość liter, słów, zdań, sensów...
Wybaczcie :)
Ps. Ten post początkowo był świetny, ale HTML się zbuntował i tyle udało mi się odzyskać, a nowa wersja podoba mi się nieszczególnie... Więc tym bardziej wybaczcie... Że tylko tak, trochę niechlujnie i niezgrabnie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz