wtorek, 23 lutego 2010

Dziwny czas.
Amalgamat porażek, sukcesów i oczekiwania.
Jakoś się rozpływa świat miedzy słowami.
Kształty i kolory uciekają, przybiegają, wwiercają się do głowy.

potrafić, chcieć, próbować, upadać, podnosić się...

Noc nastroszyła skrzydła czarne, dziobem zahaczyła o stare latarnie. Wszystko straszne, mroczne, fascynujące. Oczy: potrójnie widzicie.

Tyle, aby oddać moje lekkie narauszowanie się z Klaudią i Edkiem w "Czytelni". I jego efekt: zwiałam z 418 do Niego, by poczuć się pewnie i bezpiecznie. Przytłoczyły mnie ściany 418 i Przem z Jolą. Musiałam się wydostać. Jeden krótki telefon i ewakuacja: autobus o 23.35 - jeszcze 12 minut - zdążę. Szybki kurs wychodzenia: ubrać buty, założyć płaszcz, wziąć torebkę (której zawartości się nie weryfikuje) i wyjść, po prostu. Bo czasem tak trzeba, żeby się uspokoić, coś odreagować.

(dobrze mieć takie miejsce, gdzie można uciec, gdzie można się schować, w razie co... nawet jeśli to miejsce ogranicza się do jednego łóżka, szafy i dwóch foteli na drugim końcu miasta)

Wróciłam z niewielkim kacem moralnym, że piłam to piwo i wiśniówkę po to, by zapomnieć na moment o pewnej złości... Tak nie trzeba, tak nie wolno.

Właściwie to zakiełkowało we mnie dławione zadowolenie. Wszystko się układa, wszystko, co najważniejsze. Jestem szczęśliwa. Cześ, który we mnie mieszka śmieje się ostatnio od ucha do ucha, a ja razem z nim. Mam wymarzony spokój, Jego i przyjaciół. Jest tak, jak chciałam.



Przesłanie na dzisiaj w tej piosence - szkoda, że tylko taki filmik znalazłam... (Przyznaje się też, że za bardzo nie szukałam, bo chodzi o słowa, a nie resztę...).

Brak komentarzy: