wtorek, 2 lutego 2010

Goście, goście...

Postanowiłam coś pozmieniać w swoim jestestwie, jakiś powiew świeżości byłby mile widziany, więc biorę się do dzieła.

Może na początek - odnowienie paru już zakurzonych znajomości, żeby zobaczyć/ usłyszeć, co u kogo. Żeby mój świat znów zyskał jakieś kolory. Bo randkowanie Aneszki = duża doza samotnego przesiadywania w 418, którego mam po dziurki w nosie; drzwi na Sarmackiej są zaś za bardzo przymknięte, żebym mogła się tam dostać, do świątyni dumania Jego. Stąd nowa postawa - ja otwieram drzwi moim znajomkom ;) I dobrze, będzie z kim zabić nadwyżki czasu.

Pierwszy gość jest właśnie w drodze powrotnej do domu. Klaudiaaa pojawiła się tutaj po około roku nieobecności. Znamy się z czasów, gdy dopiero poznałam/ poznawałam Jego, czyli ponad 2 lata wstecz :) Serbsko- chorwacko zakręcona Klaudia to chodzący wulkan energii i jakoś tak ma zdolność, by nią zarażać innych :) Stąd nie kryję radości, że sobie o mnie przypomniała, i że wyherbatkowałyśmy w przeciągu 5 godzin po jakieś 9 kubków... Fajnie było usiąść i wrócić do zaszłości, powspominałyśmy to i owo, ponarzekałyśmy na świat/ ludzi/ rzeczy martwe. I jakoś mi lżej na sercu, bo wreszcie powiedziałam komuś wszystko, co mnie boli i uwiera. Słuchaczka odwdzięczyła się tym samym. Pojaśniało ;) Okazuje się, że prócz narzekań - umiem jeszcze rozmawiać o książkach, mojej mgrce, muzyce, tańcu itd... A już myślałam, że tej sztuki zapomniałam. Klaudia uświadomiła mi też, że czasem trzeba powiedzieć wszystko od A do Z, bo inaczej zbyt wiele spraw umyka...

Poza tym - dziś plan ujrzenia i zaherbatkowania się z Bociusiem - podróż w przeszłość o bite 5 lat ;) Się doczekać nie mogę!!! Z nutką licealną będzie na pewno.

W ramacg urozmaicenia - cały dzień był lekką dietą... Żyję na 2 miseczkach zupy jarzynowej i tych kubkach wypitych z Klaudią. I dobrze, może mój orgaznizm lekko przystopuje z przybieraniem na wadze?

Co do dalszych planów - kolega Wojtek zaproponował, że zajmie się mną, otoczy opieką i kuratelą, na siłowni. Stwierdził, że małe ciężarki będą w sam raz na ogromne ilości powtórzeń, i że wtedy kalorie, czyli tłuszczyk, pomachają mi na pożegnanie. I to jest świetny pomysł, bo wreszcie w jakiś fizyczny sposób będę mogła odreagowywać te i owe zdarzenia, a do tego - ruch, to zdrowie ;)

Kolejna rzecz, na razie w swerze pobożnych życzeń - zacząć scrapować... Zawsze lubiłam takie zajęcia dziwaczne, a teraz to może na poważnie zajmę tym swój czas.

Jak zwykle kreatywnych myśli w glowie dużo, aczkolwiek nie jestem pewna, czy starczy sił, zapału i wytrwałości, by realizować wszystko, co sobie zaplanuję. Teraz jednak nie mam zamiaru zastanawiać się, kiedy ugną sie moje kolana i powiem sobie: passs. Teraz to ja chcę działać!


Dobranocnie ;)

Brak komentarzy: