poniedziałek, 15 lutego 2010

Szpitalnie :) Tak jak... lubię!

Wyszukane w sieci :)

Zaliczyłam dziś kolejny maraton szpitalny... Musiałam dostarczyć papiery z ubezpieczenia moim przypęcherzoratującym :) Czysta formalność. Ale zapach szpitala to doskonały wabik... na mnie.

Skoro już byłam na miejscu, to wzięłam się na odwagę, by do sekretariatu kardiochirurgii się udać, chwiejnym krokiem, wszak tam odbywał staż W. Przez kilka minut wyobrażałam sobie, jak bezszelestnie porusza się po zielonym korytarzu... Zastanawiło mnie nawet, czy miałby na sobie kitel biały czy jakoweś inne wdzianko.
Ale wracając do tematu - bo nie wspominkowo wybrałam się w miejsce sercokrojców. Otóż mój wuj od końca maja 2009 czeka na informację o tym, kiedy odbędzie się operacja jego schorowanego serca: zastawka mitralna do reperacji plus by-passy. Jak się domyślicie wuj zniecierpliwiony już i zdesperowany, bo we wsześniejszym szpitalu straszyli, że bliżej mu niż dalej do końca... :/ Więc ja, bohaterski Cześ, poszłam dzisiaj wybadać grunt, dowiedzieć się, co i jak, i kiedy. No i git. Git, gitara i kalosze, jak zwykłam mawiać, gdy coś mi się udaje. Widać lepiej, kiedy zamiast czekać na telefon zainteresowany stawi się osobiście lub w jego zastępstwie zjawi się np. Cześ.
Miła pani wysłuchała mnie z uwagą. Zajrzała do kartoteki. Poprawiła błąd w papierach, bo źle grupę krwi wpisano. I obiecała, że w czwartek, podczas planowania kolejnych operacji, wuj/ sprawa wuja zostanie przedłożony na wstępie, jako, że koronorografia była robiona prawie rok temu - i jak sama stwierdziła - sprawę należy przyspieszyć, skoro kwalifikacja jest.

Kolejna rzecz. Zastanawiałam się nad tym od dawna i jestem w stu procentach zdecydowana na to, by mieć przy sobie, w portfelu KARTĘ DAWCY. Na izbie przyjęć leżał cały stosik takowych kart - zabrałam jedną.
Przed chwilą wypełniłam wolne rubryczki moimi danymi. Nie wiem, co wydarzy się za moment, a gdyby coś mi się stało, to dobrze by było, żeby ktoś na tym skorzystał, jeśli będzie to możliwe. Nie wydaje mi się, żeby ciało koniecznie musiało w całości spocząć w drewnianej skrzynce - a przecież tylu ludzi potrzebuje przeszczepów, od nich zależy ich życie - dla mnie po śmierci - obojętnym będzie, co ze mną zrobią - w końcu nie poczuję bólu. A to, że jakaś część mnie mogłaby przetrwać w kimś innym, dać mu szansę na piękniejsze, pełniejsze i długie życie - w pełni mnie satysfakcjonuje. A co :)

Gdyby nie fakt, że cały czas czekamy na to, kiedy odbędzie się operacja wujka i jestem jedną z pierwszych osób, które oddadzą dla niego krew (bo z całej rodziny tylko ja w Poznaniu mieszkam - a reszta ponad 100 km od) - od roku regularnie bywałabym w punkcie krwiodawstwa. Ale to nie takie proste. Operacja miała mieć miejsce w przeciągu trzech do czterech miesiący - a sprawa ciągnie się już prawie rok. I moja krew ciągle tylko w moim krwiobiegu krąży... Ale co się odwlecze, to nie uciecze.

Tak jakoś mam od jakiegoś czasu, że rozważam to, czy nie zostać dawcą szpiku.

Eksploatowanie ciała na potrzeby innych ludzi uważam za rzecz piękną i zupełnie normalną. Mnie to nic nie kosztuje. Jakiś mały ślad po nakłuciu jedynie. Drobnostka. I uważam, że taki sposób myślenia powinien być popularyzowany i szerzony, zwłaszcza wśród młodych ludzi, którzy trochę inaczej zapatrują się na sprawy kultury ciała.
Skoro medycyna nie widzi przeciwskazań do tego, by za życia dzielić się z innymi krwią bądź organami - to trzeba tak robić, dla dobra innych, dla ich zdrowia i życia. A po śmierci - to w ogóle nie powinno podlegać dyskusji - w momenice, gdy stwierdza się śmierć pnia mózgu - należy pozwolić żyć tym, dla któych nie ma innej opcji niż pobranie narządów od nieżyjącej osoby.

Tak myślę.

Tyle na dzisiaj.

2 komentarze:

akemi pisze...

Wspaniałą wolę przejawiasz:-)

Malutka... pisze...

Dzięki Akemi! Miło mi, że zaglądasz. A co do woli - to - to nie jest wola, to powinno być normalne podejście do tematu. Tak po prostu. (A nie akt łaski i odwagi lub odwrotnie - jak postrzega to większość ludków). Myślę, że jak ktoś ma sporo do czynienia ze szpitalami, to się klepki w główce z leksza przestawiają i na oddawanie krwi i przeszczepy patrzy się przychylniejszym okiem ;) Ja tak mam