środa, 31 marca 2010

treściwie, oby... :)

Wieczorową porą - szykuję się do powrotu do domu: masa pakunków mniejszych i większych, kwiatki i Kaziu będą mi jutro ciążyły, a wizja mnie jutrzejszej przywodzi na myśl wielbłąda z masą tobołków... Podobnoż On ma mnie odprowadzić na stację, żebym się sama nie męczyła ;)

Co słychać dobrego i złego?
Po pierwsze - u Dziadków było cudnie i miło. Aneszka chyba zadowolona, choć stanowczo za dużo wspomnień nabiegło do jej głowy. Czasem tak jest, że pozornie zwykły wyjazd okazuje się wielka podróżą w czasie.
Ja też miałam taki moment. Byłyśmy na cmentarzu. U Wojcieszka. Pozwoliłam sobie pobyć z nim samej na krótki moment, żeby nie zaniedbywać Aneszki, lecz tak, by być sam na sam z nim... Wypruwanie z uczuć, mogłabym tak to nazwać, choć nie wprowadziło do mojej duszy takiego smutku, jakiego się spodziewałam i jakiego się bałam. Naprawiam się od środka, leczę z tego wszystkiego...
Wracam do Dziadków. Babcia serwowała moje ukochane frytki ze śmietaną, były kotlety, tona faworków i wielkie apetyty. W piątek Aneszka gotowała swoją zupę, w sobotę ja robiłam mojego popisowego kurczaka z curry w sosie śmietanowym i skromnie pisząc - było pysznie. Dziadek wydaje się sprzyjać mojej propozycji znalezienia towarzysza Psocie, więc szczeniak pojawi się lada moment.
Z innych spraw: było trochę powrotów do mojego dzieciństwa, wyszło kilka afer rodzinnych na światło iście wiosennego dnia. Ot i tyle. Spokojnie, miło, z nutką refleksji leniwych.

Poznań powitany na nowo nic się nie zmienił. Wszystko po staremu. Chyba jedynie Kazik dużo odważniej po swojej kosmicznej klatce biega.
Spotykam znajomych, śmieję się i czas płynie mi bardzo szybko. Wczoraj na przykład było wiśniówkowanie i karmelkowanie z Bobikiem - wódeczki smakowe podbijają moje podniebienie. Takie życie ma mnóstwo uroku.
PODSUMOWUJĄC: jest lepiej niż dobrze; kwitnie moja samodzielność; uczę się egoizmu w wersji soft i szafa gra.

Ze spraw gorszych - mój zakichany uniwerek obniżył mi stypendium - na 220 zł. To mniej więcej połowa z tego, co dostawałam do tej pory. I nikt już nie udaje, że studia dzienne, to tylko studia. Trzeba szukać PRACY!!! Fuckkkkk.


Przepraszam za jakoś tego wpisu, ale oczy mi się zasłaniają ciemnością. A to jedyna okazja - korzystam ;) Bo mi tu blog, odłogiem leżący, dogorywa...

Dobranoc.

Wyszukane w sieci :)


Ps. Będą o moich mamach:
Ps. 1. Mam nowe buciorki ;) Takie trochu męskie, w brązie. Chwała zwrotom kasy przy reklamacjach.
Ps.2. Mam kolczyki z najsłynniejszym pocałunkiem - z Przeminęło z wiatrem :) Ku pocieszeniu po stypendium głodowym.
Ps. 3. Mam nowe spodnie - w brązie, bo wszystkie inne już poprzecierałam... Bu.

Brak komentarzy: