Po wieczorze długim i męczącym nadeszła wyczekiwana noc ze snami dziwnymi, niedefiniowalnymi: dzisiaj ja i niedźwiedź, pakujący swoje cielsko na czubki sosen, szliśmy do Pierwszej Komunii Świętej - czysta abstrakcja zakończona porwaniem księdza proboszcza niezmojejparafii. Fajna baza: las, dom, kościół drewniany.
Ranek... Przywitał wczesną porą, jeszcze przed budzikiem, ale poleniuchowaliśmy aż do 9 :) Pojechaliśmy na uczelnię do Niego na wydział. W drodze powrotnej spotkaliśmy Michaśka i jego kuzynkę. W pokoju była już Aneszka.
Mam dobry dzień, po prostu.
Za oknem słonko grzeje i blaskiem rozpromienia szary widok brudnych kamienic. Leci muzyka, której nie potrafię zdefiniować.
Zjedliśmy już obiad, wraz z Aneszką - wspólnymi silami wypichcone schabowe z ziemniakami i mizerią. Pycha :)
A teraz: napawam się leniwie Nim, śpiącym naprzeciwko, herbatą odchudzającą i spokojem wewnętrznym. nie ma dziś we mnie burz i rozterek. Jest tylko mała, niczego nieświadoma dziewczynka, do której nawet krzesło się śmieje. I dziewczynka zrobiła sobie dwa kucyki, szukając kolorów i szczęścia najbliżej gdzie można - tutaj.
Dziwne. Jedna noc i taka zmiana nastroju ;)
To może ja już skończę pisać, żeby nie zapeszyć...?
W głowie jeszcze słyszę:
6 komentarzy:
Ładnie. Po prostu ładnie:-)
Wiem :) Zieloooono mi :)
Ps. A w poprzednim komencie strzeliłam takiego byka, że aż wstyd - do kasacji się nadał :)
Hustawka, hustawka, zycie jak zabawka, z dolu do gory a czasem na skos ;)
A może to wiosna Abi?
Albo ja tego grzyba zacznę szukać? :D
Prześlij komentarz