środa, 24 marca 2010

Decyzyjnie na spokojnie - główka pracuje :)


Dzisiaj troszkę spokojniej, żeby nie popaść w szaleństwo. Wyciszam się, co nie zmienia faktu, że w głowie nadal słonecznie i kolorowo! :) :) :)

Myślę, że Czesław Śpiewa, T.Love i U2 to dobry początek dnia: żeby grało, nuciło, szemrało. Moje muzyczne odskocznie, oderwania. Od kiedy mój laptop nie istnieje (tak tak, umarło mu się na dobre) słucham tego, co u Aneszki na kompie: mamy zbieżne gusta, ale czasem brakuje mi moich staroci...

Leniuchuję, wagaruję w tym tygodniu dość konkretnie, ale po prostu nie wysiedziałabym od rana do nocy na uczelni. Wczoraj skończyłam zajęcia o 20. 30 - dziś pewnie potrwają dłużej, bo wykład okraszony jest zażartą dyskusją :) No to pass - potrzebuję swobody, a nie przykucia do krzesełka :) Post pisze się z łóżka, jeszcze w nocnym stroju Pisząca, kawa na stole, Kaź przy miseczce, Aneszka wybyła na miasto. Harmonia, moi Mili. Harmonia.

A jutro wyjazd do Dziadków kochanych. Stęskniłam się za Nimi już bardzo... Tak dawno nie spędziłam u nich więcej niż jednego dnia... A teraz - od czwartku do niedzieli :) Zabieram Aneszkę. Hi hi, porzucać Poznań dla małej wioseczki - i wyczekiwać tego z wypiekami na twarzy - dość abstrakcyjne, co? Wreszcie, wreszcie, wreszcie :) :) :) Babcia obiecała, że zrobimy faworki, mam nadzieję trochę jej pomóc przy przedświątecznym sprzątaniu, wymyśliłam, że ugotuje mojego kurczaka curry w śmietanie. Z Dziadkiem muszę wynegocjować, by jakiś szczeniak dołączył do staruszki Psoty, bo luka po Uszatym daje się odczuć zbyt intensywnie. Ten wyjazd to perspektywa powrotu do dzieciństwa, bo w T. zawsze jestem małą dziewczynką, beztroską i rozpieszczaną, a ja lubuję się w rozpieszczaniu :) Mam nadzieję, że Aneszka będzie zadowolona i że jej się spodoba. W ogóle niesamowite jest mieć przyjaciółkę, która faktycznie wtapia się we mnie i moje życie (i vice versa) - dobrze nam w takim splątaniu żywotów nieświętych studentek UAMu ;D

(Chciałabym, żebyście teraz zobaczyli, jak pięknie wygląda moja krakowska kamienica w blasku wiosennego słónca - jasna, wyraźnie zarysowana, otoczona takim ciepłem niedefiniowalnym... ).


Dzieje się ostatnio mnóstwo rzeczy w mojej głowie. Ruszam do przodu, dziarsko i z zapałem. Wybrałam trudną trasę, szlak, którego istnienia tylko się domyślam i nie jestem pewna, czy nie okaże się on prowadzić donikąd, może nawet będzie ślepym zaułkiem. Ale wiem, że nie mogę postąpić inaczej - trzeba coś stracić, żeby coś zyskać. To, co poświęcę wydaje się być święte i przeraża mnie świadomość tego. Tylko, że jestem już na takim etapie mojego życia, że nie mogę ciągle liczyć na fart losu, pora na coś samodzielnie zapracować, o coś zawalczyć, a stawka jest ogromna. Przepraszam, że nie piszę jasno o co chodzi, ale jeszcze nie czas na to. Teraz muszę wewnętrznie przygotować się do zmian, które przyjdą.
Przekonałam się ostatnio, że naprawdę jestem coś warta, że są we mnie cząstki: piękna, mądrości i dobra. Chcę je pielęgnować, chcę by takie poczucie we mnie dojrzewało - by Cześ mógł kiedyś dumnie powiedzieć, że jest Czesławem z prawdziwego zdarzenia.
Świat wokół jest niesamowity - spotykam codziennie ludzi, którzy zarażają mnie pasją istnienia: są pogodni i otwarci, a ja przy nich - nagle zyskałam zdolność przeżywania szczęścia, które wcześniej było ledwie wspomnieniem. Moja codzienność opiera się ostatnio na fundamencie takich rozmów, na które wcześniej sobie nie pozwalałam, o których nie śmiałam nawet marzyć.

Wczoraj zrobiłam bilans tego, co mam i co mogę mieć - przyszłość wygląda zdecydowanie lepiej niż przeszłość i teraźniejszość. Trzeba zmian, trzeba odwagi i konsekwencji...

Tyle na teraz... Aneszek wrócił: zakupowo, zakupowo :) Pogaduchy się szykują - poddam się im ochoczo.

A Wam - miłego dnia, cieszcie się cudna pogodą! :)



Wyszukane w sieci :)


Aha - a tak jest teraz we mnie w środku; spokojnie, z ciepłym światłem i nutką marzycielstwa - obiecujący widok, nie sądzicie?

4 komentarze:

kalliope pisze...

Czyżby słońce nieśmiało pukało do Czesiowego serduszka? Wiosna przewraca, wywraca i porządkuje zatem nie tylko moje egoistyczne "ja" ;)

Malutka... pisze...

Kalliope: na razie tylko porządkuje... W głowie kolorowo, ale z zamętem wielkim i bałaganem (jak w mojej szafie) :)

cre(w)master pisze...

Ha! Kupiłem przyrząd "przyjemności" - gitarra und wszystkie potrzebne "fetysze" :)
Z tego zadowolenia, aż odpaliłem kamerę i rejestrowałem pierwsze nieśmiałe testy nowego sprzętu. Jak skończę wstępny (cre)mastering, to wrzucę gdzieś na sieć - niech się ludzie pośmieją.

Pozdrawiam i dziękuję za "trzymanie kciuków". Przydało się :)

Malutka... pisze...

Crewmaster - gitara... takie moje dawne marzenie, ale jakoś się nie udało okiełznać żywiołu :) Za to nikt nie drze gardziołka przy gitarowym akompaniamencie, jak ja :P
Zaczynam czekać na filmik z Twoimi popisami... ;)