I mój ukochany wiersz, który dawno temu pokazał mi pewien Mądry Człowiek, może miałam wtedy 7 lat, może jeszcze nie miałam...
Przy okrągłym stole
Du holde Kunst, in wieviel grauen Stunden
pieśń Szuberta
A może byśmy tak, jedyna,
Wpadli na dzień do Tomaszowa?
Może tam jeszcze zmierzchem złotymTa sama cisza trwa wrześniowa...
W tym białym domu, w tym pokoju,
Gdzie cudze meble postawiono,
Musimy skończyć naszą dawną
Rozmowę smutnie nie skończoną.Do dzisiaj przy okrągłym stole
Siedzimy martwo jak zaklęci!
Kto odczaruje nas? Kto wyrwie
Z nieubłaganej niepamięci?
Jeszcze mi ciągle z jasnych oczuSpływa do warg kropelka słona,
A ty mi nic nie odpowiadaszI jesz zielone winogrona.
Jeszcze ci wciąż spojrzeniem śpiewam:
"Du holde Kunst"... i serce pęka!
I muszę jechać... więc mnie żegnasz,Lecz nie drży w dłoni mej twa ręka.
I wyjechałem, zostawiłem,
Jak sen urwała się rozmowa,Błogosławiłem, przeklinałem:
"Du holde Kunst! Więc tak bez słowa?"
Ten biały dom, ten pokój martwyDo dziś się dziwi, nie rozumie...
Wstawili ludzie cudze meble
I wychodzili stąd w zadumie...
A przecież wszystko - tam zostało!Nawet ta cisza trwa wrześniowa...
Więc może byśmy tak, najmilsza,Wpadli na dzień do Tomaszowa?...
Dochodzę do wniosku, że spotkałam bardzo wielu Mądrych Ludzi na mojej drodze i jakoś tak czerpałam z tego, co byli skłonni nie pokazać, przekazać. Ich wiedza i doświadczenie rzucały mnie na kolana, i dzięki nim sama powoli odkrywałam, co chciałabym sama robić z moim życiem, na co skierować moją pasję i energię. Teraz mam swoje koniki, mam własne zapatrywania.
To co w tym najprawdziwsze - spotykam codziennie takich "Wyjątkowców", którzy postrzegają życie i świat w kategoriach: zaskoczenia, upojenia, możliwości. I nie jest im szaro ani brudno, choć życie nieraz dawało im w kość... Trzeba potrafić docenić dzień dzisiejszy i jutrzejszy - bez perspektywy przyszłość wszystko się jakby rozpada...
Dobrego nastroju dzień drugi. Jest to zapewne konsekwencją pierwszej normalnej nocnej posiadów/ poleżówy z Aneszką, bośmy się ostatnio mijały jak "Frania przyszła, Mania poszła, poszła Mania, przyszła Frania, Frania poszła, przyszła Mania"... I brak mi było wieczoru tylko dla nas - skończyło się następująco: padłe około 3 nie wstałyśmy przed 8.00, nawet o 8.00, ale po 9. 20 - zdążyłam więc na ćwiczeniaz historii języka polskiego (na wyklad z metodologii badań składniowych zaspałam), i mam wolne do 18. 45 - odwołali mi fakultety, bo konferencja jakowaś się w Maiusie szerokim echem odbija na absencji wykładowców :)
Czas wykorzystam następująco: wypiję herbatkę o kwaśnym posmaku, zjem 4 krakersy z twarożkiem i pomidora; podczytam tomik Tuwima, zabiorę się za pracę o kobiecie zakochanej w literaturze i może poleniuchuję troszkę? Potem fakultet i nocna przeprawa autobusem na Sarmacką :*
Jest co robić, gorzej z moim lapkiem: naprawa obejmuje przysłowiowe sumy bajońskie. Nie ma co się drapać po głowie - kasy brak. W sumie, gdyby nie fakt, że mam od cholery prac do napisania, włącznie z pierwszym rozdziałem mgrki - to miałabym do tego stosunek nijaki. Niby mogłabym na Aneszkowym sprzęcie, ale on tak ma(sprzęt oczywiście), że tylko w jednym miejscu w Poznaniu da rade z niego drukować, a ja muszę na maile przesyłać moje wypociny - i raczej ich odbiorcy nie będą w stanie otworzyć, a co za tym idzie - odczytać... ;/;/;/ Ale nic - przyjdziesz czas, będzie rada, jak mawia mój sąsiad, gdy mu do flaszki brakuje ("będzie rada" oznacza w tym wypadku: u żony w portfelu coś się znajdzie).
Poznań rozświetlony słońcem. Błękitne niebo czyste niczym kryształ. Przyjemna aura, zwłaszcza dla spacerowiczów :) Podoba mi się!!!
Zmykam.Po pierwsze: "Nie marnotrawić czasu!"; po drugie: "Nie gadać/ nie pisać o niemarnotrawieniu czasu!"; po trzecie: "Won z internetu - natychmiast!!!".
Paaa
Aha. Dla smaczku na dzisiaj zalecam też takiego jednego pana - Auguste'a Rodina, a właściwie to, co stworzył pan August...




A to jest post szalony -Aneszka przyszła... I nici z pracy -jakoś nie ubolewam :P :P :P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz