wtorek, 9 marca 2010

Już po...

Tak, tak. Od 33 minut siedzę w swoim pokoiku walcząc z bólem łamiącym w krzyżach... Ilość godzin spędzanych w sali Śniadeckich wychodzi bokiem mojej posturze - przygarbionej nieco i zaokrąglonej tu, gdzie nie trzeba ;/ Ale co tam - jak na dzisiaj starczy. A na Śniadeckich pojawię się już jutro, z samiuśkiego rana, na wykładzie nr1 o 8.00...

Poza tym było ciekawie, choć nie w kontekście intelektualnym - wykład nudny jak flaki z olejem, którego tematu nie potrafiłabym nawet określić (podobnież jak przynajmniej 40 % współmęczenników- była mała sonda na ten temat).
Aczkolwiek, siedząc na jednym końcu mojego rzędu, spoglądałam na moją koleżankę, siedzącą dokładnie po drugiej stronie i... po 37 minutach Paula nie wytrzymała - przesłała mi karteczkę, przez tych wszystkich ludzi, pomiędzy nami i luki w miejscach niezajętych, by oznajmić, że ma dość i chce wyjść wcześniej... Ha ha, łatwo pomyśleć: "wcześniej", gdy wykładający doskonale toruje drogę ucieczki biednym skazanym na jego łaskę i niełaskę. Nie udało się wyjść, ani wyczołgać, ani ukradkiem, ani boczkiem, ani, ani jakkolwiek. Stąd rozwinęła się poczta ręczna/ z rąk do rąk, z rąk do rąk, że pozwolę sobie ją tak określić. Do końca zajęć zdołałam dowiedzieć się się wszystkiego o postępach w pracy Pauli: opera a dramat. Poza tym - wiem na kogo uważać na IV roku w zakresie wykładowym...

Tuż po wykładzie zaliczyłam wprawkę do zawodu - robiłam korektę tekstu pięciostronicowego o nazewnictwie kobiet w ujęciu historycznym. Pastwiłam się nad autorem, wykazując liczne błędy, ale jego potknięcia to dla mnie rzecz pożyteczna o tyle, że sama nabieram świadomości posiadanych przeze mnie umiejętności i kompetencji.
Co ważne - czym innym jest korekta tekstu czyjegoś, a czym innym własnego. Trudniej kontrolować własne wypociny i weryfikować ich poprawność - bo głowa pamięta, co chciała przekazać, a oko zbyt naiwnie zawierza mądrości głowy, nie bacząc, że praca bykiem na byku stoi, że aż się włos na głowie jeży z głupot własnych, kompromitujących jednostkę stworzoną przecież do pisania, literaturowania! (Był to jakże zawoalowany akt skruchy wywołany świadomością licznych moich przekrętów niepoprawnościowych...).

Teraz zaś mam w planach szybki, chłodny prysznic, by lekko gorączkę odpędzić, ciało moje prześladującą od dni kilku. Czas wypocząć, by jutro podołać uczelnianym obowiązkom - taki mój los... Bo czuję się, i wyglądam jak ten psiak biedny, umęczony i w ogóle przygaszony (strasznie nie lubię takiego widoku - za bardzo kocham psy, by patrzeć obojętnie na ich los zły i niesprzyjający wesołemu machaniu ogonem).

Wyszukane w sieci :)


Dobrej nocy, kolorowych snów i miłego wstawania jutrzejszego poranka - Wam i sobie życzę!!!

Ps. A na dobranoc - puszczam ładne oczko, bo kocie :)

Wyszukane w sieci :)

Brak komentarzy: