bo kiedy mija wczoraj, a nastaje dzisiaj...
taki szczególny dotyk
palce zatopione w glinie
i twór
przestwór
Babskie popołudnie, zapewne i wieczór - popełniam gafę, pisząc posta. Tylko, że lubię, muszę, chcę - tak mam.
A dzień? Nasz. :))))))
Mój, bardziej w mojej głowie, niż na języku, ale co tam. Ważne, że lśni tu i ówdzie. Hmmm, lubię ten stan...
Była My Bluberry Nights, gra Love acttually, jak za starych dobrych czasów...
Ps. Baby właśnie zaczynają obchody Bożego Narodzenia... I pachnie winem, cynamonem i prezentami spod choinki... Tak jakoś jesieni mówimy: paaaaaaaaaaaaaaa - nic dziwnego zresztą! Aha - a Aneszce marzy się już śnieg.
9 komentarzy:
zwariowały...a kysz ze śniegiem, no ja Was błagam:P
a film fajny, bo jakoś nie zdążyłam oglądnąć...
Oba filmy fajne, Soy :) Na dziś - oba.
Ja jutro mam w planie wyjście po choinkę... I kupno lampek :)
Powariowały laski ;) Jagodowa miłość akurat mi się nie podobała, po kwadransie z nudów wyłączyłam...
Nam się podobała, zresztą ja ten film już ze 3 razy widziałam :) Jest w nim coś niedookreślonego, ulotnego - taka oniryczna podróż uczuciowa :)
Randkowałam na Love Actually :):):)
Od tamtej pory minęły lata świetlne.... :D. Może wyciągnę dziś ślubnego do kina?
Hmm, nijak mnie to tak nie porwało;)
Kama, idźcie na "Jedz, módl się kochaj", opowiesz mi potem;)
Kama: Love Actually to jeden z moich ulubionych bumerangów ;)
Miłego seansu!
Soy, no wiesz co, toż to już klasyka!!! ;DDD
Soy, właśnie myślałam, żeby się na to wybrać.
A tam klasyka...nie podobało mi się nic a nic;)
Kama idź, piszesz ciekawe recenzje, to po filmie dla mnie taką jedną poproszę;)
Prześlij komentarz