poniedziałek, 18 października 2010

drewniane pisanie ;)

Wizyta w Praktikerze.
Cel: nabyć miękki papier ścierny :)
Cel: osiągnięty.
Dodatkowe komplikacje: brak.
Skutki uboczne: zakochałam się w niebieskich kombinerkach... Mrrr ;)
I mogłabym nie wychodzić z działu z narzędziami... Rany Julek, ile tam fantastycznych zabawek mają. Ta, a ja, jako typowa niewiasta przeglądałam, sprawdzałam, dopasowywałam do dłoni ;)
He he, spec się znalazł - w Czesiu (zasługa Gniazda Rodzinnego i mieszkania w internacie z elektrykami + elektronikami).

I jakoś tak przypomniało mi się, że na warsztacie Rodziciel mój kochany przechowuje dla mnie lipowy kołek, do "postrugania", odpowiednio miękki i duży, żebym miała pole do popisu, a moje osobiste dłuta i scyzoryk nieoceniony wciąż leżą na starym miejscu. Może teraz, będąc w domu, uda mi się nad nim popracować?

W wieku wczesnoszkolnym (i późniejszym też, ale z mniejszą intensywnością, niestety) jedną z najprzyjemniejszych rzeczy do "czynienia" było zamknąć się z Tatą na warsztacie i zasypywać buty ostrużynami jasnymi, pachnącymi, figlarnie opadającymi na ziemię. Rozrywka ta zazwyczaj przypadała na czas zimowego rozleniwienia i długich wieczorów.
Nic tam, że w tym, co mi spod dłut i scyzoryka (albo raczej scyzoryka i dłut) wychodziło więcej było awangardy nierozpoznawalnej, niż wpływu klasyków - Subkultura lubił moje koślawe figurki i bawił się nimi bardzo chętnie, szkrab jeden :)

Wyszperane w sieci :)
O takich cacuszkach w moim wykonaniu mowy być nie może... Trza innych robotę podziwiać!

Aaaaa, i jeszcze spotkałam popołudniu Kolegę Łamigłówkę. Zgadaliśmy się, że pora gdzieś razem wyjść, bo wakacyjnie jakoś się nie złożyło. Fakt: mieliśmy wtedy zupełnie inne rzeczy na głowach. Nadrobimy :)

4 komentarze:

Mała Mi pisze...

Ja to się zakochuję w butach... swetrach... koralach itp ;p a Ty w kombinerkach... miłości jest wiele ;) miewamy je bardzo różne ;D

Super!

Malutka... pisze...

Mała Mi, jakże one urocze, te nasze miłości... :DDD
A kombinerki nabędę, a co - nawet jeśli na ścianie mojego pokoiku mają zawisnąć jako ozdoba, a co - wolno mi :P
Ps. W koralach, świecidełkach, szalach, chustach i innych takich cudach staram się nie zakochiwać zbyt często, żeby szafa nie pękła z przemagazynowania, ale to trudne jest, gdy się patrzy w sklepie na "o właśnie o tym marzyłam!"... :)

Anonimowy pisze...

Piękny pseudonim Kolegi ;-)

Ja na studiach maiłem Turbo Inteligencja, ale to raczej bardzo ironicznie mnie charakteryzowało.

pzdr

Malutka... pisze...

Antku, też mi się Łamigłówkowy pseudonim podoba, w końcu sama go stworzyłam, trochę na potrzeby bloga ;)

A Turbo Inteligencja brzmi... bardzo "poważnie".

Do mnie tylko Czesiek pasuje :) Na szczęście, choć Tato w dzieciństwie nazywał mnie Małpką Zieloną i mi się podobało niesamowicie.

Odpozdrawiam znad herbaty :)