wtorek, 26 października 2010

domino...

"Pamiętasz? Miałaś wtedy nie więcej niż 5 lat. Kupiłem ci domino, a ty spoglądałaś na nie nieufnie. Nigdy nie lubiłaś nudnych zabawek. Szybko rzucałaś je w kąt. Zastanawiałem się, jak będzie z dominem. Wiedziałem, że muszę cię jakoś do niego przekonać. Usiedliśmy przy wysokim dębowym stole. Podłożyłem ci na krzesło poduszkę, żebyś dosięgała swobodnie blatu. I wreszcie wyrzuciliśmy klocki domina na obrus, który babcia zdążyła położyć nim zasiedliśmy na dobre. Pamiętasz? Tata przywiózł wtedy pomarańcze i banany, i w całym domu unosił się ich zapach, słodko drapiąc cię w nos, ale nie poszłaś do chłopców, po swoją porcję. Grzecznie siedziałaś na krześle. Na przeciw ciebie - ja, zapatrzony i ciekawy tego, co za moment zrobisz. Widziałem, jak lekko wciskasz piąstkę prawej ręki, jak pocierasz nią o lewą, otwartą, maleńką. Zaczęliśmy: najpierw układaliśmy porządnie, klocek do klocka, wytrwałaś dwie kolejki. I wiedziałem, że siedzisz przy stole już tylko ze względu na mnie. Byłaś starsza niż chłopcy, mimo, że urodziłaś się już po nich. Więcej rozumiałaś. Twoje pytania wprowadzały w zakłopotanie. Nie, nie byłaś dzieckiem idealnym, przecież wiesz: z nikim nie chciałaś rozmawiać, liczyłaś się tylko ze zdaniem taty i tylko on mógł chodzić z tobą do lekarza. Nigdy nie brałaś nikogo za rękę. Nie sprzątałaś zabawek. Uciekałaś i chowałaś się. Czasem przyłapywałem cię na rozmowach ze zwierzakami, zawstydzona biegłaś wtedy do ogródka, pobujać się na huśtawce. W twojej głowie nie było miejsca na obowiązki, wolałaś świat swoich myśli i marzeń. Chciałem, żebyś marzyła. Chłopcy nie uczyli cię niczego mądrego: najlepiej z waszej czwórki strzelałaś do srok z procy, wspinałaś się najwyżej, najczęściej ulegałaś podtopieniom, uparcie usiłując nauczyć się pływać i za nic w świecie nie pozwalałaś, by babcia zaplatała ci warkocze, byłaś przecież chłopcem, a chłopcy nie mają na głowie kokardek. A kiedy biłaś się z Olkiem i on wygrywał, maszerowałaś do Radka, skarżąc się, że Olek używał ciosów niedozwolonych. Ty i Radek zawsze trzymaliście komitywę. Przy stole patrzyłaś na mnie badawczo, czy jeszcze coś zrobimy, czy będę męczył cię głupią grą. Nie zamierzałem. Już miałem powiedzieć, że idziemy do wszystkich obierać pomarańcze, gdy wpadł mi do głowy pomysł z ułożeniem klocków w ciąg, który przewróci się poruszeniem jednego z nich. Pokazałem ci, jak to zadziała. Byłaś zachwycona. Ułożyliśmy wszystkie, a ty swoim drobnym paluszkiem popchnęłaś początkowy. Twoje oczka świeciły się z radości. Spędziliśmy nad tym dominem jeszcze wiele godzin, które przekładały się na dni, miesiące, lata. A ty ciągle spoglądałaś na wysłużone pudełko domina z tym samym zaciekawieniem, a może to nie było zaciekawienie? Powiesz mi teraz?"

Domino mnie fascynowało. Misterność konstrukcji, długie ciągi klocków. A najbardziej fakt, że wszystkie upadały razem, jedną falą... Że jeden ruch niszczył całość, żaden z klocków nie zostawał sam...

fot. Greg Westfall/flickr.com

Tekst tego posta, tkwił sobie pośród plików z moimi bazgraninami już od jakiegoś czasu, ale bałam się go "dotykać", bo podobny monolog usłyszałam bardzo dawno temu od Dziadka, co to na starość widział we mnie tamtą małą dziewczynkę, której kupił domino.
Ale dziś spojrzałam na "słowa" przychylniejszym okiem ;)

Mam nadzieję, że nie zanudziliście się na amen ;)

9 komentarzy:

Szaman Galicyjski pisze...

Powiem krótko A+. Chyba suię nie mylił?

Malutka... pisze...

Szaman ślicznie dziękuję za A, nawet z plusem :)))
Nie mylił się, nie mógł. To zawsze był przedziwny zlepek ciekawości i fascynacji.

soy :) pisze...

I kolejny tekst, który aż sam się czyta:)

Malutka... pisze...

Soy - tak chyba powinno być? ;)

soy :) pisze...

Powinno ;)

Kama pisze...

Zakręciła mi się łezka... przywołałaś piękne wspomnienia, Cześ.

Malutka... pisze...

Kama, wspominanie to jedna z moich ulubionych profesji - obok stoi spisywanie ;)
Przesyłam ciepłe uśmiechy

Mała Mi pisze...

;) bardzo ciepły i miły tekst... nie wiem dlaczego się bałaś... miłego dnia!

Malutka... pisze...

Wiesz, Mi, sama nie wiem dlaczego. Może bałam się, że coś zgubię, z czymś przedobrzę. Ale teraz ten tekst wydaje mi się kompletny ;)
Pozdrawiam