Nie lubię pierwszych dni listopada, gdy wszyscy nawiedzają cmentarze i ustawiają rzędy zniczy. Ułuda oddania, trzyminutowa refleksja nad śmiercią. Cmentarze zasłane kobiercami z liści nagle tętnią życiem, jak Londyn w Boże Narodzenie. Groby przestają być anonimowe, a dorośli i dzieci spoglądający na tablice zdają się kusić zmarłych rozmową i kolorami czapek lub szali.
A we mnie coś krzyczy: gdzie miejsce na modlitwę, gdzie pokorna cisza?
Nikt nie słucha mszy, nikt nie słucha wypominków, tylko ksiądz trzęsący się z zimna klepie od lat znane mu formułki.
W tym roku zupełnie nie ciągnie mnie na cmentarz. Nie chcę stać nad grobami znanymi i nieznanymi.
Skoro nie mogę nawet wyszeptać kilku słów Wojtaszkowi. Nie zapalę Mu lampki. Nie zmówię modlitwy. Nie przyklęknę i nie dotknę chropowatej płyty Jego nagrobka. Nie powiem, czego żałuję, czego chcę, na co czekam i tego, jak mi Go brakuje.
Pamiętam, że gdy pierwszy raz stałam nad Jego grobem, był tylko usypany z piasku i założony kwiatami, pewnie łącznie nie dostałby tylu przez wszystkie swoje urodziny, imieniny i z okazji ślubu. Potem przychodziłam do Niego codziennie, patrzyłam jak kwiaty gniły, schły, jak górka piasku się obniżyła. Aż pojawiła się płyta z wygrawerowanym napisem i tymi kilkoma słowami, o które prosił.
A ja nadal nie zgadzałam się z tabliczką, tablicą i wszystkimi innymi szczegółami. Myślałam chyba, że z piasku łatwiej będzie Mu wyjść. Spod płyty nie wyjdzie. A ja chyba nie chcę więcej stać i czekać.
A jednak w tym roku powinnam być z Nim. Tęsknię bardziej niż wcześniej. Bardziej Go potrzebuję, częściej przywołuję w snach. I gdybym miała jak - pojechałabym na cmentarz.
Nie próbuję już sobie wyobrażać tego, że się spotkamy. Że coś zostało z naszej miłości, choć zostało całkiem sporo. I nie chcę wiedzieć czy On i On polubiliby się, czy znaleźliby wspólne tematy. Czy obaj wybaczyliby mi, że żaden z nich nigdy nie będzie miał mnie w zupełności dla siebie. W końcu to napisałam. Kocham Ich obu. I zawsze tak będzie. W Boże Narodzenia, Wielkanoce, Święta Zaduszne. Obu.
I nuci mi się w głowie ta jedna piosenka...:
Edyta Geppert, Jaka róża taki cierń
W środku płacz, w oczach suche łzy
Pomyślała, no tak
Znów ten schemat się pcha
Oto był ten ich słynny ląd
Dwa na trzy, wynajęty kąt
Może śmiesznie to brzmi
Lecz w tej chwili nie miała już nic
Trzy tuziny złych lat
To, co bolało znikło już
Mimo to ból
Jaki ranek, taki dzień - nie dziwi nic
Jaka woda, taki brzeg - nie dziwi nic
Jaka pościel, takie sny - nie dziwi nic
Nawet to co jest
Jakie serce, taki lęk - nie dziwi nic
Jaka słabość, taki grzech - nie dziwi nic
Jaka kieszeń, taki gest - nie dziwi nic
Nawet to co jest
Jaka róża, taki cierń - nie dziwi nic
Jaka zdrada, taki gniew - nie dziwi nic
Jaki kamień, taki cios - nie dziwi nic
Jakie życie, taka śmierć
Różo, różo, nasz jest świat
Zostaniemy wciąż młode
Noc wiruje wokół nas
Spójrz, uśpiłam już trwogę
Miłość durna, miłość zła
Nie ma władzy nade mną
Włosy me pochwycił wiatr
Dziesięć pięter i ciemność
Jakie życie, taka śmierć - nie dziwi nic
Jaka zdrada, taki gniew - nie dziwi nic
Jaki kamień, taki cios - nie dziwi nic
Nawet to co jest, co wyrywa z nas
Cały zapas słów
Cały spokój serc
Jakie życie, taka śmierć - nie dziwi nic
Jaka zdrada, taki gniew - nie dziwi nic
Jaki kamień, taki cios - nie dziwi nic
Nawet to co jest...
Nie myślcie, że żyję tylko na biegunach: On - On. W moim zwyczajnym życiu wreszcie stabilizuje się wszystko. Egzaminy być albo nie być na filologii polskiej zaliczone, czas poważnie zabrać się za magisterkę. O tym, ile się najadłam strachu przed wejściem do gabinetów doktorów naszych nawiedzonych, pisać nie będę. Ale już mam to za sobą. Nie straszny mi Sinkiewicz, Orzeszkowa i paru innych Prusów. Nie przeraża mnie słowotwórstwo, składnia ni inne pluralia tantum. Nic. I czekam na resztę wrażeń, jakie zaserwuje mi Wydział Filologii Polskiej i Klasycznej UAM.
Wreszcie pobyłam trochę w domu. Mamy nowego kotka, właściwie kotkę, bieluśka jak mleko, z siwym ogonem i jednym uchem. Znalazła się dzisiaj. I z miejsca urzekła tatę. Czyli zostaje.
Reszta jutro. Aga wróciła. Czas spać, na 7 trzeba do pracy wstać.
Dobranoccccccccccccccccccc
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz