czwartek, 19 listopada 2009

Część II.

Mam połączenie. Znów. Wreszcie. Uff. Więc - zabieram się do dzieła. :)

Miałam dziś kilka przygód: Żabol schował się w samochodzie, a potem przez pół dnia prowadziłam szeroko zakrojone poszukiwania - bo nie wpadłabym na to, że pies do garażu czmychnie i się zaszyje na tylnym siedzeniu taty samochodu ; Jovan zjadł dziś chyba całą tabliczkę czekolady, bo mi takowa z biurka zaginęła; i było szczepienie prosiaczków :)
To co robiłam sama? Poczytałam ukochanego Dumasa. Obejrzałam film z Antoniem B., a potem taką bajkę o smoku/ koniu wodnym. Byłam na długim spacerze w lesie. I jeszcze objadłam się chrupkami kukurydzianymi.
Moje gusta filmowe zdecydowanie do wybitnych nie należą, ale jestem wybredna. Jeśli jednak widzę, że ekran wypełnia Antonio - oglądam uparcie i zawzięcie, nawet przy kiepskiej fabule itd. Dzisiejszy film - nic specjalnego - przykuł moją uwagę jedną refleksją: dlaczego kościół= wiara katolicka? The Body - opowieść o szczątkach z 32 roku, to kontynuacja Dan Brownowego bumu w kwestii: Watykan knuje...

Przypomniało mi się właśnie, że miałam zamieścić specjalną rubrykę pod jakże tajemniczym tytułem: Błogosławiona Aurela od socjologów. Zapomniałam. Muszę zrobić taką zakładkę czy coś, bo specjalne miejsce należy się wyjątkowym mądrościom głoszonym przez panią doktor (Oa może jeszcze magister) zajmującą się socjologią rodziny... Bo gdzież zamieścić słowa:
* cóż to za fetor wydobywa się z twojej pieluszki mój pięciomiesięczny synu?
lub:
* kobiecie zawsze jest źle, zwłaszcza na górze!
i:
* mężczyzna to brutal, kobieta - zwykła idiotka.
Szanowna pani prowadząca budzi respekt w nas, adeptach nauk społecznych - nic tak nie poszerza naszych horyzontów...

Brak komentarzy: