środa, 27 maja 2009

Tu ziemia, tu ziemia...

Świat się kręci. Zawirowania straszne. Lawirowanie między szaleństwem a skończonym prostactwem. I się zastanawiam czy ja kosmos czy ja ziemia? Muszę prowokować sprowadzanie pewnych rzeczy do poziomu gleby, a inne znów wynosić ponad nieboskłon. Fruwamy, fruwamy... Tyle, że chciałabym pofruwać w Lipnicy, a nie Poznaniu (albo fruwać nad Lipnicą, a nie nad Poznaniem). Brakuje mi kosmosu gór, ojjj, brakuje. I marzę już o wyjeździe wrześniowym do mojego domu, azylu...

Gadałam z Anką Black na gg :) wreszcie :) ojjjjj, dziewczyna jest wyjątkowa, wkrótce Wam to udowodnię, tylko się nauczę technicznej obsługi bloga (ostatnio przez przypadek wykasowałam licznik;/ buuu).

Napisałam pracę z gramatyki historycznej :) Pękam z dumy! Właściwie to Misiek mówił, co i jak pisać, ale kilka słów zrobiłam zupełnie sama :) :) :) I egzamin mnie przeraża jeszcze bardziej, ale co tam... Przecież praca jest!!!

Wokół mnie masa starych znajomych. Pisałam o Piotrusiu. Dziś odezwał się Marcinek :) Hihi... Naloty byłych? Nie... Tylko jakoś tak o przetwarzaniu energii rozmawialiśmy, o wiatrakach i elektrowniach atomowych. No i było fajnie, bo o takich sprawach właściwie tylko z nim umiem rozmawiać - jeśli czegoś nie wiem, to nie czuję się skrajnie niedouczonym kimś - Marcin w mig wyprzedza pewne moje pytania i nie ma we mnie ni krzty zakłopotania. W sumie umówiliśmy się na opijanie jego "inżyniera" :) tyle, że sokiem grapefruitowym... No, i żeby mi nie było przykro, opijać będziemy już po mojej sesji (oby nie skończyło się kampanią wrześniową). Coby dopełnić tradycji Marcin zobowiązał się zagrać mi "nasz" kawałek na gitarce... Ehhhh, jak mi dobrze ostatnio :)
Zapomniałam wspomnieć o kawie z Martą, o wizycie gramatyczno - wspomagającej Pauliny i Rysia, i o telefonie Kini :) :) :)

Teraz tylko czekam na pomyślne rozwiązanie pewnej sprawy: liczę, że On znów przyjedzie na weekend, bardzo, bardzo, bardzo! Tak bardzo bym chciała znów Go tulić i całować... Póki oboje jesteśmy cali i zdrowi, i nic nam nie grozi... Póki mamy siebie i to, co między nami. Póki żyjemy...

(Nie mam myśli samobójczych - myślę o pewnym Sławku, którego nie ma i Kornelii, która została sama i mimo dwóch lat od Jego odejścia jest On treścią jej życia, jedyną Miłością - i o tym, że ja i On jesteśmy, na szczęście... razem).

W głowie huczy od nadmiaru emocji. Była Ewa - odkryła w sobie powołanie: stworzy sztukę zbudowaną z wypowiedzi Michaśka - już stworzyła sobie kajecik, w którym zapisuje to i owo, czyli teksty nie do podrobienia:
*o nim
*o Ewie
*o mnie
* i o wszystkim, co nas jakoś tam dotyka (coś czuję, że gdyby aparat cenzury nadal funkcjonował to sztukę wydrukowano by zupełnie bez słów).

Ps. Dziękuję tym, którzy wczoraj o moich imieninach pamiętali, a Ci, którzy zapomnieli niech się nie przejmują :) :) :) Mamy są ważniejsze od Filipów, Ewelin i Paulin :P A ja i tak wolę urodziny swoje :)

Oj. I znów ta huśtawka nastrojów, jak słychać, widać, czuć - jestem przeszczęśliwa i przeradosna. I kocham życie :D :D :D


Wyszperane w sieci :)

O ironio... To Limek... Psiak, którego już nie ma...

Brak komentarzy: