Każdy dzień jest inny. Każda noc czymś się różni od poprzedniej. Nie było mnie tu kilka chwil. Nie było wpisów i sprawdzania, co tam u innych. I jakoś tak mi pusto było.
Więc jestem dzisiaj ( i mam gdzieś, że zdania nie można zaczynać od "więc"!). Jestem pełna słów. Pełna zdań. Pełna nowin. I spostrzeżeń damsko - męskich :)
Weekend samotny nie był: przyjechał On, była Ewka. I jakoś tego nie chce mi się opisywać. Ani nieudanej Nocy Muzeów, która wbiła gwóźdź do trumny mojego optymizmu. Nie lubię być zbędna. A byłam. Choć rozumiem czemu, i wiem, że inaczej być nie mogło. Podobno to się nazywa napięciem przedmiesiączkowym ;/;/;/ Ale problem tak naprawdę leżał gdzie indziej. I dalej sobie leży, jak gdyby nigdy nic. Kiedyś mnie przygniecie, albo przez niego oszaleję. Jedno z dwóch.
A potem było różnie. Nadal przewrażliwiona szukałam dla siebie miejsca. Czasem myślę, że za dużo chcę, za mało wymagam, za bardzo ustępuję. A potem dochodzi do erupcji wulkanu smutków i pretensji. W sumie z mojej perspektywy uzasadnionych, ale z Jego - niekoniecznie. Wiem tylko, że po raz miliardowy przekonałam się, że nie chcę i nie mogłabym z Nim nie być. Moje szczęście zawiera się w Jego imieniu, Jego uśmiechu, Jego czułym spojrzeniu.
Weekend ogólnie należał do tych sygnowanych Jego obecnością i sporo było radości w międzyczasie smutków i fochów drobnych.
Mała różnica między mężczyzną (może tylko moim) a kobietą podczas zakupów:
*mężczyzna chodząc między półkami wybiera to, co lubi - bo skoro jemu smakuje, to jego kobiecie też powinno ;/
*kobieta robiąc zakupy najczęściej wybiera te produkty, którą lubi i jej partner i ona sama, lub w przypadkach skrajnie różnych gustów smakowych: kupuje osobno dla niego i osobno dla siebie.
Wniosek: szkoda, że mężczyźni pewne nawyki zyskują po długim czasieeee, gdy ich kobiety reagują wałkiem do ciasta na leczo rybne czy okropne salami...
Miało być więcej, ale chce mi się spać i nie mam zamiaru opierać się potrzebie organizmu :) Będę niedługo :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz