Zważywszy na miałkość dnia wczorajszego należało coś zmienić w jego przebiegu. Najlepiej pomieszczenie, w którym gromadzi się tyle negatywnego niewyspania.
Założywszy moje cudne granatowe cichobiegi, odziawszy się w kurtkę zdecydowanie zbyt wiosenną i usadowiwszy na nosie okulary - wybyłam "w miasto" z moim ślicznym niebieskim aparatem w celu wyłapania czegoś pozytywnego poza pokojem.
Wyprawie towarzyszyła nastrojem i urokiem osobistym Izz.
Mała fotorelacja:
Po jakże długim, chyba dwugodzinnym pałętaniu się po Sołaczu i okolicach - udałyśmy się z Izz do niej. Szybki obiad, gorąca herbata i trzeba było coś zrobić z senną atmosferą...
Najlepiej wychodziło nam wiązanie krawata z mojego szalika ;) Przynajmniej się nauczyłam tej cennej sztuki. Dla oprawy krawatu Izz domalowała mi wąsy, bo wiadomo, że tylko Cześ może w krawacie po męsku bywać. Na dowód - wrzucam zdjęcie krawata (wersja bez wąsów, bo z wąsami trochę wstyd):
Bezsenność z cyklu: "ja nie skrzypię, ja mruczę" buzuje gdzieś w mózgu.
Ale... było, nie było - pora spać :)
5 komentarzy:
:DDD
Malutka to Ty? :):) Miło Cię poznać:)
A gdzie to tyle śniegu jeszcze leży?
Ja, ja ;)
Śnieg oryginalny, poznański z Sołacza ;*
Malutka! wyglądasz prawie dokładnie tak jak sobie Ciebie wyobrażałam ;)) (krawata sobie nie wizualizowałam ;P))
J. ;)
Co do tego mojego wyglądania: krawata sobie nie wizualizowałaś, ale flanelę w kratę na pewno :)))
Pozdrawiam ciepło
Prześlij komentarz