piątek, 4 marca 2011

poranny

Aż dziw, jak wiosna wdarła się do Gniazda Rodzinnego :) Jasne słońce, tańczące po ogrodzie, obłaskawia resztki śniegu. Pod oknem przebiśniegi.
Zgodnie z moimi przewidywaniami - marzec zaczyna pachnieć ciepłem i jakimś takim chceniem. Ufff.

Jovan i Żaba, niczym cienie, chodzą za mną krok w krok. Królestwo pluszaków do aportowania rozrasta się o kolejne... Póki co - zabawki fruwają wszędzie i nie idzie nad nimi zapanować - Żaba przenosi po dwie, trzy na raz :D
Popołudniu wybieramy się gromadnie na spacer.

Tymczasem źrebię... musi podrosnąć pół miesiąca, żeby mogło zamieszkać w Gnieździe Rodzinnym :) Rodziciel z wielkim bólem przystał na Barona.
Żebyście widzieli, jak piękne oczyska ma Baron.
(Zdjęcia będą za czas dłuższy).

A ja?
Całkiem dobrze czuję się w domu.
Za mną 2 kawy wagi: siekiera. I wizja następnych kilku, ale to już zupełnie inna historia...

Noc była piękna. Przypomniałam sobie, ile gwiazd można mieć nad głową.
Poznańskie niebo tak blado wypada przy tym tutaj.
Granat nocy, poprzekłuwany lśniącymi szpilkami, przywołał wszystkie te momenty, gdy byłam naprawdę szczęśliwa...

Społecznie nieprzystosowana gubię się między ludźmi, a ten blog jest tego wielkim dziennikiem. Wczytując się w archiwum widać to jak na dłoni.

A jednak jest kilka osób, które nadają koloru chwilom. I sprawiają, że moja nieporadność traci na znaczeniu.

Chwilowo czuję się zakłopotana sobą.
Ale o tym będzie tu jeszcze nie raz.
O tym jest ten blog.
O tym miał być.

Tymczasem - muszę iść - Jovan szarpie nogawkę, że czas na jego przedpołudniową przechadzkę... No cóż - pies ma swoje prawa...


Dobrego piątku. I weekendu za pasem :)

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

I wzajemnie :) Chociaż 'pierwszy podmuch wiosny budzi lęk'. Trzymaj się ciepło.

PS.
Czytam i zaglądam (albo na odwrót)!

Malutka... pisze...

To jest bardzo dziwny początek weekendu, prawdopodobnie niezbyt normalnego - ale pozytywnie się zapatruję ;)))
Ja u Ciebie zaglądam regularnie, choć chwilowo linkownia mi zaszwankowała :D