Internet póki co grzecznie śmiga, choć laptop w takim miejscu i takiej pozycji ułożony, że wyczynem jest uderzać w klawiaturę lekko zziębniętymi koniuszkmi palców. Parapet, pierwsza szyba otworzona... Wyobraźcie to sobie, a jako podkłada (dla utrzymania poziomu) - stara encyklopedia - tak na dodatek...
Dokoła biel, choć taka jakaś przygaszona i niemrawa. Termometr wskazujący temperaturę na plusie nie wróży nic dobrego na Święta. Śnieg topi się z zadziwiającą szybkością. Od czasu, do czasu z nieba leci gęsty puch, jednak tuż przy ziemi zamienia się w krople deszczu, a nie w śnieżynki tak teraz pożądane.
Dom pachnie makowcem i ciastem drożdżowym. Wczoraj upiekł się piernik. Rybki grzecznie pływają w swoich zalewach. Itd. Dom już praktycznie lśni... O zgrozo, plecy chcą mi odpaść, głowa pęka, a kolana same się uginają. Marzę o krótkiej drzemce. Gdy tymczasem reszta ferajny ogląda tv, podczytuje jakieś powieści o wampirach - reszta, czyli brat i kuzynowie. Słodkie lenistwo, jakie zaserwowali sobie chłopcy wydaje mi się być jawną niesprawiedliwością.
W takich momentach łatwiej mi myśleć o feministkach... ;P
Tak czy siak - Święta już w pełni...
Z rzeczy mniej istotnych - plan gwiazdorzenia, z Gwiazdorem-Aleksandrem dopracowany do ostatniego szczegółu. Będzie schodzenie po drabinie, worek pełen prezentów i dzwonki, którymi dawno temu tata i dziadek obwieszali sanie.A obdarowanymi dziećmi... będą nasi RODZICE, jako, że czasem trzeba ich zaskoczyć. Oby plan wypalił, bo jak będzie klapa, to ja nie chcę patrzeć na zawiedzione miny moich chłopaków... ;*
Szkoda mi śniegu, bo miał być kulig, duuuużymi saniami właśnie, przez las i pola... Taki, który kojarzy mi się z dzieciństwem i jego urokami. Gdy enta ilość nakryć ciała nie przeszkadza w swobodnym balansowaniu ciałem, a to, żeby ominąć kamień jakiś zagubiony, gałąź oderwaną niewdzięcznie. Tak, rodzice na dużych saniach, u boku których radośnie migocze światło małych latarenek, i dzieciarnia z uczepionymi saneczkami, dla większej adrenaliny... Silny powiew wiatru zsuwał na oczy czapki lub bujne czupryny... TO były czasy...
Tęsknię za Nim i za Aneszką. Ale to wiecie, i opisywać tego nie będę.
Miłego kończenia przygotowań Czytacze moi. Całus pachnący przyprawami korzennymi... ;*
Ps. A PKP się spisało, skład był długi i mogłam spokojnie zająć miejsce tak ja, jak i moja walizka ;P
3 komentarze:
Wszystkiego dobrego :)
Wszystkiego co dobre !!!
;)
- e.
Dziękuję Wam ślicznie i odwzajemniam się z najlepszymi życzeniami :) Niech się wiedzie wszystkim, którzy choć czasem zajrzą do mnie i całej reszcie świata zdrowo, radośnie i z energią dobrą.
A życzenia są spóźnione, bo internet to kapryśny dar niebios... i niechętnie ze mną współpracuje w domu :)
Prześlij komentarz