Robi się dramatycznie.
Jovan...
Jest źle. Już myślałam, że w nocy nie da rady i się podda. Oddychał ciężko, nierówno, z głośnym charczeniem... Najpierw cuciłam Ju wodą, potem zeszłam na dół, przejrzałam całą apteczkę zoologiczną taty, wybrałam środek wzmacniający i w dawce odrobinę zwiększonej zaaplikowałam Pupilowi - nie może jeszcze odejść!!! Ja się nie zgadzam!!! Nie puszczę Jovka na tamtą stronę, za cholerę!
Zastrzyk podziałał po mniej więcej pół godzinie. Psiak, jako, że wiekowy, bardzo źle znosi warunki pogodowe: upał i zmiany ciśnień wykańczają organizm... Dodatkowo chyba nie służy mu ulubiony sport: aportowanie z jabłkiem w roli patyka... zmacha sie, zmęczy, a potem patrzy tym smutnym wzrokiem, pełnym łagodnego pogodzenia się...
wczoraj... już myślałam... już był taki moment... taka wydłużona chwila ciszy... taki strach, pustka... łzy same leciały... nie spałam do rana...
A potem jakoś się wszystko poukładało, inaczej - dzień nabrał nowego blasku. Sporo rzeczy dzisiaj zrobiłam.
A zaczęło się niepozornie. Przypadkowo zobaczyłam fragment filmu o Sisi(tej cesarzowej Austrii, królowej Węgier); natchnięta poczytałam o Lubomirskich - nadal mam na ich punkcie fioła - i się o kopalniach soli naczytałam: patencie, na którym Lubomirscy zbili fortunę i zdobyli swój status...; potem dziennik Eliade postudiowałam, znalazłam nawet czas na Pamiętnik Laury P.
Było pracowicie.
A wszystko przez to, że pada i nie ma co robić za bardzo... Słodkie lenistwo, senne...
Umówiłam się na jutro. Idę na spotkanie z odwieczną, nie wiem jak to określić: mam na punkcie tej dziewczyny kompleksy... : mądra, ładna, ma klasę... pełnia elegancji i kobiecości... nie to, co Cześ (czyli autorka tegoż); spotkanie zainicjowałam ja, żeby wreszcie pogadać z kimś Stąd... bo jakoś nie bardzo łapię kontakt...
Tyle na dzisiaj. Spokojnej nocy życzę i Wam i sobie, a zwłaszcza Jovankowi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz