niedziela, 26 lipca 2009

;) Zakupowo ;)

Dzisiaj był dzień pod znakiem zakupów, bo:

- rodzice muszą miec dowody na to, że pracuję naprawdę i że mam z tego jakieś konkretne pieniądze, które przeobrażają się w konkretne zakupione przeze mnie fanty;

- potrzebowałam odrobinę oderwac się od TEGO, co TUTAJ... przytłacza mnie ostatnio atmosfera niepotrzebności mnie względem Niego, nawet jeśli On myśli, że jest inaczej, a że Aga pojechała do domu, a On chciał byc sam to wyprawa zakupowa nabrała nowego sensu i znaczenia...;

- ludziom o kształcie zbliżonym do beczki (nie do świecy, niestety...) trochę jest lepiej w czarnym, kolor maskuje nadtłuszczyk, wysmukla talię i w ogóle nawet ja wyglądam no, yyy, pociągająco ;) (chyba muszę kiedyś dac tu jakąś fotę siebie...), a że czarnych ubrań w szafie nie mam wielu (bo jednak wolę tonacje: zieleń, granat, brąz), to należało uzupełnic zasoby;

- poza tym dawno nie buszowałam po sklepach, i mimo, że szczerze nienawidzę błąkania się po sklepach, grzebania wśród wieszaków, regałów itd, to dzisiaj akurat miałam na to ochotę...

Efekty: dwie czarne bluzki, jedna, powiedzmy zwyczajana, nie wyróżniająca się tak naprawdę niczym; druga zabazgrana białymi napisami, na ramiączkach, ładnie eksponująca to i owo :) A żeby było zabawniej koniec końców On przyszedł i pomógł mi wybierac. Wydałam 51 zł, ale nie żałuję... Przede mną jeszcze bój o japonki jakieś... Najlepiej czarne.

A poza tym, nie wiem jak Adze i Jemu, ale mi bardzooo brakuje Adasia. Smyk wnosił dużo radości do naszego apartamentu, a i nam (a przynajmniej mi) beztroska się udzieliła. I wreszcie mieliśmy powód, żeby kupic bierki :) Nasze pojedynki były zabawne, a Adasia nie zrażało nawet to, że częściej przegrywał niż zwyciężał... Czekam do kolejnej wizyty :)

A teraz? Może w końcu doczekam się jednego wieczoru tylko dla mnie, romantycznego, spokojnego... Tak, żebym przez chwilę poczuła się kobietą, a nie tylko no... Ciężko mi, ale nikt tego nie zrozumie. On nie rozumie: bycie w tym samym pokoju, w tym samym czasie, wcale nie jest byciem ze sobą, wcale nie łączy, wcale...

Ale, żeby nie było, że wciąż myślę tylko o Nim, rzucę Wam pewien temat do rozmyślań, który zajmuje mnie od jakiegoś czasu. Wspominałam niedawno, że przeczytałam książkę Mario Puzo: Sześc grobów do Monachium. Całkiem nieźle się to czyta, wciąga, nie ma zbędnych dłużyzn i ogólnie na duży plus. A temat: zemsta jako siła napędowa do przeżycia; do tego by wykończyc oprawców; do tego, by wreszcie uzyskac wnętrzny spokój, może nawet rozgrzeszenie... Wszystko prowadzi głównego bohatera przed siebie tylko po to, by zniszczyc tych, którzy zniszczyli jego.

I zastanawia mnie, czy mną też mogłaby kierowac tylko i wyłącznie nienawiśc? Do tej pory, każde moje działanie motywowane było miłością do rodziców, poszukiwaniem sposobu na zdobycie ich aprobaty, kto wie, może wiarą, że będą kiedyś ze mnie dumni. Raczej nie starałam się wchodzic z nikim na ścieżki wojenne, a nawet jeśli, to wojna polegała na ignorowaniu przeciwnika, na manifestowaniu własnej niezależności....

Tyle na teraz... :) Pozytywnie :) Optymistycznie :)


(A wieczoru chyba nie będzie, On znów czyta Świat wiedzy...).

Brak komentarzy: