wtorek, 14 lipca 2009

Z deszczu pod...

Pada deszcz. Jestem zupełnie mokra. Moja twarz słania się pod naporem kolejnych kropel...

Tak. Płaczę. Pisząc posta, gdy Magda bierze prysznic.

Nie cieszy mnie nawet socjologia. Już nie. I tak nikt poza mną i Agą nie cieszył się moim wyborem i ideą studiowania czegoś jeszcze - właściwie WSZYSCY mieli mi to za złe (rodzice: nie radzisz sobie na jednym kierunku - masz kampanię wrześniową; brat: ile jeszcze będziesz studiowała?; Misiek: znów nie będziesz miała dla mnie czasu...; On - (sama nie wiem), nie okazał entuzjazmu...).

Aga ma problemy... To też dobija. Dlaczego moim przyjaciołom jest źle?! Dlaczego? I dlaczego nie umiem im pomóc?! Agnieszka... jestem... wiedz... nawet, gdy mi źle...

Czekam na Niego. Nadal. Ale inaczej. Jest dużo postanowień we mnie... Za dużo.

Byliśmy ekipą na piwku i fajce wodnej. Wypad był udany do czasu... Następnym razem wyrzucę telefon za okno.

Cisza trwająca dłużej niż chwilę, dłużej niż mgnienie oka staje się cenna, gdy dwie osoby są tuż obok siebie i czują się bezpiecznie, nieskrępowanie i nie czują presji rozmowy. Cisza przez telefon jest zła, przysparza lęków i buduje posępne napięcie. Nie lubię takiej ciszy. Nie lubię przeszkadzac, robic za element zbędny, bezużyteczny i niechciany...

I nawet nie chcę już pisac o książce Mario Puzo: "Sześc grobów do Monachium". Ani o "Jeziorze Bodeńskim" Stanisława Dygata. Nie chcę.

Przepraszam, że nie mam lepszych nowin. Może lepiej nie czytajcie kilku następnych wpisów - dla mnie są one niezbędne, Was - zdołują lub zdenerwują niepotrzebnie...

Śpijcie dobrze.

Paulina

Brak komentarzy: