sobota, 18 kwietnia 2009

Kiedyś było inaczej...

Nie-dawno, nie-dawno temu, nie za górami, nie za morzami, ale tutaj, w Pyrlandii, żyła sobie szczęśliwa Dziewczynka. I chciało Jej się żyć.

Teraz z Dziewczynki robi się Emocjonalny Wrak, że Titanic się chowa... Według słów poniektórych: "już Jej tak zostanie".

Wyszperane w sieci!

czwartek, 16 kwietnia 2009

Zwolnić pragnę...

Wszystko pędzi. Wszystko działa na wysokich obrotach. Przyspieszenie. Bywa ono przyjemne, motywujące, żeby nie pomysleć (a co dopiero napisać) stymulujące.

Krążenie między szpitalem i uczelnią zabiera mi czas. Pochłania go. Zjada. Połyka. I nie wypluwa. I nie mam kiedy pójść na ciuchowe zakupy. I nie mam kiedy spotykać się ze znajomymi. I zaczynam powoli myśleć, że mnie nie ma... Nieosiągalna jestem dla wszystkich, a już najbardziej to sama siebie - nie umiem zlokalizować się w bezruchu.

Za mną kolejny ciekawy dzień gonitwy. Kolejna kojąca wizyta w szpitalu i wieść, że jutro koniec moich wojaży - odbieram wujka i zawożę do domu. Kolejny dzień na uczelni. Kolejne mądre rzeczy wtłoczone do głowy. I masa jakichś nic nie znaczących szczegółów, detali, drobnostek, które jakoś kumulowały na sobie moją uwagę. No bo jak tu przejść obojętnie obok najpiękniejszych oczu świata, ciepłych, ale dzikich i tajemniczych zarazem. No bo jak tu pominąć fakt, że policjanci przebiegali na czerwonym świetle, gdy tuż obok w tej samej chwili małego chłopca potrąciło czarne BMW. No bo jak w końcu nie spoglądać na zieleń soczystą, na pierwsze kwiaty, wiosnę dyszącą ciężko w tym zatłoczonym mieście... No i ten zachód słońca nad Wartą... Ehhh...

Żyrafa. Zapomniałam, dzisiaj był dzień żyrafy. Najpierw ogromniasty bilbord z żyrafą. Potem papierowa torba z nadrukiem żyrafy. Pacjent o tym jakże uroczym nazwisku, pan M. Żyrafa.

A teraz, wieczorem dość późnym czuję się zła i niechciana, i nawet nie jest mi smutno. Właściwie to się zawiodłam. Może ja faktycznie za dużo wymagam??? Albo za wiele oczekuję? Sama nie wiem. W każdym razie już któryś tam raz z rzędu dręczę sama siebie. I czemu? A różnica między Nim a mną jest taka, że ja chcę mieć w nim oparcie, a On nie chce. I gdy ja liczę na kilka dobrych słów - to mam wziąć do rąk kalkulator, bo telefon i gg i On, gdzieś tam, w dali, to nie ten zestaw ratunkowy, który się łaskawie włączy do reanimacji mojej poranionej, umierającej od czasu do czasu, duszy... Skoro On mnie nie prosi o wsparcie, to ja też nie powinnam... Nie powinnam? W ogóle powinnam prosić o wsparcie?

Zamiast wiosny - we mnie jesień, ta najbrzydsza, najbardziej nielubiana: plucha i błoto, zimno i deszcz, i ogólnie ponuractwo i mrok straszliwy. Chyba jednak jestem wyrzutkiem społecznym, niaakceptowalnym, niepoprawnym, niepasującym... I bardzo mnie to teraz dobija.

Jutro będzie lepiej! Jeśli napiszę ten walnięty test z angielskiego... Jeśli...

środa, 15 kwietnia 2009

Zalatana [prawie] na śmierć ;*

      Siedzę sobie od godziny w moim kochanym pokoiku. Czuję się wyczerpana i wykończona, a tutaj mi tak cieplutko, tak przyjemnie, tak spokojnie, czuję się schowana i wyciszona. Uffff - to był ciężki, zabiegany dzień. Od 7 rana na nogach, powrót po 21... bez jedzonka, bez picia ;/ Ale za to kolacja była pyszna :)  

      Czas na kilka nowin: ostatecznie wybrałam promotora i krąg zainteresowań do pracy magisterskiej. Zmieniłam zakład i temat. U romantyków będę poszukiwała podobieństw między postaciami Karola Moora za Zbójców Schillera i Konrada Wallenroda z wiadomo czego wiadomo kogo :D :D :D Tyle tylko, że mój promotor mnie przeraża - boję się, że to za wysokie progi na moje nogi... Ale póki co - patrzę z optymizmem na świat, wiem na czym stoję.

      Krążenie między uczelnią a szpitalem bywa zabawne. Przepychanie sie ze sali 25 osobowej, którą obsiadło 37 osób, a ja postanawiam wyjść 20 minut wcześniej - -arcyzabawne... Hehe. Prawie się zaklinowałam, pewnie śmiesznie to wyglądało dla tych, którzy siedzieli za mną. 

      Zrobiłam kilka zdjęć poznańskiej wiosny... Zamieszczę je niedługo :) A teraz idę pod prysznic szuru-buru, a potem, to już tylko lulu... :) 

wtorek, 14 kwietnia 2009

Burza...

      Nie wiem, czy coś złego się dzieje ze mną, ale mam bardzo zmienne nastroje - nawet nie huśtawkę, ale cały diabelski młyn... Od: czuję się cudownie, podbiję świat i oko niejednemu kretynowi, który akurat postanowi stanąć na mojej drodze, po: jestem do niczego, z wygrawerowanym na czole napisem: "Zdepczcie mnie, łaknę uniżenia". 

      Ale o nastroju własnym nie wypada pisać za dużo. Brązowooka pojechała do Wrocławia. I jest mi... przykro. Jej wizytę należy zaliczyć do bardziej niż bardzo udanych. Po pierwsze Batmanka (to taka jej akceptwana w rodzince ksywka użytkowa) była jak zwykle takim chochlikiem wesołym. Po drugie ja chyba naprawdę nie potrafię już być zamkniętą w sobie osobą i pasowały mi te wszystkie Batmankowe psoty i wygłupy. Po trzecie - wreszcie się śmiałam szczerze. Hihi, zwłaszcza wtedy, gdy pod takim specyficznym domem, zamieszkałym przez dwóch przeagresywnych nałogowych alkoholików, zaczęła śpiewać nasz hymn narodowy, na cały głos, wyraźnie akcentując słowo: Polska - i tak przez dobre 5 minut :) :) :D

      A to Brązowooka :)

      Ciągle bywam w szpitalu u wujka. I dobrze. Bo dobrze mi tam :)

      Poza tym nadal trawią mnie wątpliwości a propos Jego. Jestem wściekła, ale to moja sprawa, nie Jego. Nienawidzę różnic w postrzeganiu świata i idei związku. I tego, że ja o Nim myślę i tęsknię, a On nawet nie odczuwa potrzeby odezwania się głupim smsem. Właściwie, jemu starczyłoby oznajmienie mi kiedy przyjedzie i tyle, nawet za rok... Dostrzegam tu sporą dozę iluzji... Choć może to jakaś fatamorgana? Jestem i mnie nie ma. Dobra. Pasuję. 

      Aha: pochwała zieleni gotowa - Nieznajomy/ Znajomy kupił tekst na transparent - hurrra - jestem tekściarą transparentową :D:D:D

niedziela, 12 kwietnia 2009

Niech żyje Bob Budowniczy!

      Śniadanie wielkanocne minęło szybko i przyjemnie. Był czas na spacer z Jovanem (chwilowo to jedyna osoba, bo pies też człowiek, z którą chce mi się jeszcze wychodzić). Pooglądaliśmy sobie las wiosną. Zadziwiające, jak wszystko szybko zielenieje. Jak szybko pąki się rozwijają itd... No i te niebo podbite ptasimy przelotami... Czasem myślę, że chciałabym umieć latać. Ale zawsze potem przychodzi mi na myśl, że delfiny też sa fajne - i nie ma co biedować, że się jest tym, czy innym stworem.

      Miałam dzisiaj napisać pierwszego naprawdę mądrego posta, ale raczej nic z tego. Jakoś tak mi się wszystko dziwacznie zapada w jedno miejsce. Myślałam o tym wieczorem, gdy po raz enty chowałam nie to, co powinnam do kieszeni. I gdy znów, setny raz mówiłam sobie, że robię dobrze, że warto, że nie mam sobie czego wyrzucać. Ale mam. 

      Nieznajomy/ Znajomy napisał wczoraj w mailu, że jestem dziwna, i że moja dziwność udziela się innym. I że fajnie by było, gdybym razem z nim i jego znajomymi wybrała się do szpitala dziecięcego. Niezły clown byłby ze mnie. Hihi. Tyle tylko, że mam nie udawać Czesia nad Czesiów, bo to nie ja... - i tu błąd - Cześ nad Czesiów to JAAAAAA :) :) :)

     A w kościele? Jakoś przeżyłam mszę. Teraz już rozmiem o co chodzi w tych kąśliwych uwagach na temat mojej potworowatości... Rówieśnica, baaardzo ładna (i to nie ironia) się dzisiaj zaręczyła. No i żeby dodać jej glorii, trzeba było komuś pojechać tak solidnie. No więc ja, czytać Pokraka Roku, idealnie się do tej roli nadaję. Zwłaszcza, że wszystkie dziewczynki, panie i kobiety ubrane dzisiaj były galowo i apelowo, czyli elegancko, hihi - a ja - znów w spodniach, adidasach czarnych i rozciągniętej bluzie... 

      Jedynym, co odwracało moją uwagę od zwróconych ku mnie patrzydeł był czteroletni Piotruś, siedzący dwie ławki przede mną, który całą mszę bawił się pluszowym Bobem Budowniczym. Pomyśleć, że dawniej nienawidziłam tej bajki... A teraz uratowała mnie przed narobieniem wstydu mamie i tacie tekstem: "No i co się tak pani gapi, pani B? Przecież to zwykłe spodnie!"... Chwała za Boba i rozkosznego Piotrusia.

      A o 18 przyjedzie Brązowooka.... Wrrrrr

      Słucham sobie:

T-Love - Garaż

Garaż

Dziewczyno, dziewczyno zamień słotę na lato
Dziewczyno, dziewczyno zamień słotę na lato
Widziałem na ulicy jak szłaś z innym
Dziewczyno, dziewczyno, nie porzucaj mnie
Dziewczyno, dziewczyno zamień słotę na lato...

A, a, a, a...
A, a, a, a...
A, a, a, a...

Spójrz dookoła słońce świeci 
Spójrz dookoła słońce świeci 
Rodzą się anormalne dzieci 
Rodzą się anormalne dzieci 
Rodzą się anormalne dzieci 
Rodzą się

A, a, a, a...
A, a, a, a...
A, a, a, a...

Nadszedł taki czas chcą zniszczyć nas 
Nadszedł taki czas chcą zniszczyć nas 
Skończyły się już smutne dźwięki 
Będziemy śpiewać ładne piosenki 
Skończyły się już smutne dźwięki 
Będziemy śpiewać ładne piosenki 

A, a, a, a...
A, a, a, a...
A, a, a, a...

A my schodzimy do garażu 
A my schodzimy do garażu 
A my schodzimy do sezamu 
A my schodzimy do sezamu 

A, a, a, a...
A, a, a, a...
A, a, a, a...

      

sobota, 11 kwietnia 2009

Po święcone...

      Siedzimy z Jovanem w pokoju i rozmyślamy.

      Głosy o pokrakowości były dziś głośniejsze - święcenie pokarmów przy licznym udziale parafian. Ehhh, wesołych Świąt...

      Na szczęście dom gotowy, jedzonko też, nastroje - raczej pozytywne. Jutro wizyta w szpitalu. No i przywiozą Mongolską Brązowooką. Jakoś nie jestem z tego powodu super zadowolona, ale - przynajmniej się nudzić nie będę. 

      Wysłałam mailem wniosek o wymianę. Jeśli się zgodzą - przez okres próbny (wakacje) będę się szlifować w Hameryce Piknej. A potem może uda się zostać na rok. Miałam się rozwijać - no to się rozwijam :) I podoba mi się myśl, że mogłabym biegać między tymi szklanymi domami i patrzeć na te "cuda" z bliska :) Decyzja podjęta, do 11 maja czekam na odpowiedź.

      I tylko jakoś tak mi smutno, bo chciałabym już sama sobie szykować Święta. No, nie tylko sobie. I lekko się tęsknota wdziera do moich myśli. Chciałabym zobaczyć Jego. Przytulić się i zapomnieć, że tak rzadko mamy do tego okazję... 

      Problem dnia: jak przenieść stolicę do Krakowa???

      

piątek, 10 kwietnia 2009

NIE LUBIĘ TYCH BAB!!!

      Wróciłam na Święta do domu, żeby nie było, że nie :) I wszystko byłoby super. Jest pachnące ciasto, drożdżowe babki, baranek z masła, masa czekoladowych jajek i zajączków, nawet nowa lukrowana siostra Tasi...

      Ale to miejsce... Nie chodzi o dom, bo z rodzinką jest mi dobrze. Chodzi o ludzi dokoła.

      To prawda nie należę do tych delikatnych, dziewczęcych, kobiecych, niewieścich białogłów. Nie stoję godzinę przed lustrem. Nie myję naczyń w rękawiczkach. Wspinam się na drzewa (np. wczoraj). Bliżej mi do chłopca niż dziewczynki, i szlag mnie trafia, że nie miałam wpływu na to, jakiej jestem płci. Właściwie, gdybym była chłopcem moje życie byłoby piękne. Zaczynam doceniać miasto: brzydcy ludzie nikogo nie rażą, przeciętni są normalni, a piękni - choć się na nich czasem spogląda - nadal są tylko częścią tła chodnika, którym się tupta przed siebie. Taki unisex... 

      Bycie anonimową pokraką jest cudowne zwłaszcza, że o tej pokrakowatości decyduje się zazwyczaj we własnej głowie. Natomiast pokraka nieanonimowa opinię o sobie słyszy wszędzie: w sklepie, na ulicy, w czyimś ogódku, przed kościołem nawet. No i się nasłucha, że to już enty rok studiów, a TA nadal wygląda jak zaniedbana nastolatka.  Że niby ma od ponad roku chłopaka, ale kto go widział? Pewnie wymyśliła, bo kto by chciał taką zaniedbaną dziewuchę... Ze źle ściętymi włosami. Że wszyscy padną trupem jak pewnego razu zobaczą ją w spódnicy, a już nie daj Bożę - krótkiej - bo przecież gruba jest, to i pewnie nogi ma grube, że źle patrzeć. I tylko rodziców szkoda, bo to porządni ludzie, co się w życiu napracowali, żeby jej godną przyszłość zapewnić, a ona im się tak odwdzięcza, bo nawet nie chodzi o to, że brzydka, ale że wcale nie pokazuje, że mogłoby być inaczej...

      Więc, by sprawę rozwiązać - kupiłam sobie glany i bojówki za stypendium. Skoro jestem chłopcem, to nie będę się z tym kryć. Teraz rozejrzę się za kurtką moro, w khaki! I gdyby nie to,  że do kościoła w Zmartwychwstanie pójść trzeba, to i tam, by mnie nie ujrzeli. Skoro psuję im wrażenia wzrokowe, wrażenia odbierania piękna, wrażenia estetyczne!!!

      I jeszcze jedno - nienawidzę kobiet!!! Czemu do nich mnie zaliczają??? To niesprawiedliwe. 

Ps. A potem się wszyscy bliscy dziwią, że moje poczucie własnej wartości jest bardzo nisssskie... Wściekła jestem, nawet coś więcej.

      Aha. Ale poza tym wszystko ok. U wujka w szpitalu dobrze. I odwiedzanie go sprawia mi ogromną przyjemność, i mam się kim zajmować, i czuję się ważna i potrzebna, i lubię się tak czuć! Moje odbieranie świata 10 km od miejscowości X jest baaardzo pozytywne. Dobry humor nie opuszcza. Tylko te kilka dni i będzie ze mną dobrze, nawet bardzo dobrze... Poza tym, jest jeden mały plan... Ale o tym, to opowiem później. Aa i znów spotkałam Nieznajomego i On już nie jest nieznajomy... Jest Znajomy i baaardzo mnie to cieszy :) Ciekawe czy też widzi we mnie chłopca...? Pewnie tak. Przedstawiłam Mu się jako Cześ :) :) :)