Cześ powrócił z podróży. Odczwartkowy pobyt poza Poznaniem kiedyś się skończyć musiał, a szczerze przyznać należy - czekałam już na to z niecierpliwością Czesiowi charakterystyczną...
U Aneszki było cudownie.
Ma świetnych rodziców ;)
No i Adaś...
Czułam się, jakby to był mój własny dom... Pyszne jedzonko, krótkie spacery, kilka rozmów półżartem- półserio.
Pani Ania strasznie denerwuje się nadchodzącą maturą, mam nadzieję, że choć odrobinę pomogłam w przygotowaniach. Poza tym - jeśli zapanuje nad nerwami - wszystko pójdzie jak po maśle, bo arkusze wypełnia jak należy... Tylko ten stres...
(Swoją drogą nauczyciele mają kiepsko - strasznie trudno jest coś komuś wbić do głowy, zwłaszcza, gdy się ten ktoś uprze, że on nie rozumie,nie opanuje materiału i basta! Ehhh)
Będę trzymała kciuki w maju!!! ;)
U mnie w domu też było fajnie.
Czułam się normalnie.
Znikła presja poSubkulturowego wybryku...
Aneszek mam nadzieję, że zadowolony. Wielki wyczyn: zjadła dzisiaj caluśki obiad ;)
Poza tym - wyszalałam się z moją psiarnią, Jovan prawie mnie nie odstępował na krok, Żaba rozrabiała, Psota (jedyny pies na świecie, pieszczotliwie zwany Kotkiem) połasiła się leniwie. Tak jakoś nie umiem sobie wyobrazić siebie bez tego psiego rozgardiaszu, rozszczekania...
Tylko Tata jest chory...
Że się wołami nie da do lekarza zaciągnąć - inna sprawa...
Co do mnie - szampańsko nadal ;D Energia rozpiera mnie z siłą niepojętą. Nadal chce mi się chcieć ;)
Gdybyście mogli zobaczyć moją minę nocą, gdy się w niebo rozgwieżdżone zapatrzyłam ;) Jovan biegał gdzieś za stodołą, ja robiłam za ekipę poszukiwawczą. Oświetlenie naturalne, księżyc i gwiazdy oczywiście, sprawiło, że latarkę wyłączyłam i uniósłszy ku górze oczęta - oderwać ich nie mogłam... Przestwór, kosmos - zwał, jak zwał - ale widok taki, że dech Czesiowi zapiera nadal, jak tylko sobie przypomni tych gwiazdozbiorów kilka, które nazwać potrafi. I ta cisza, przerywana żabim rechotem, wiatru mocniejszym podmuchem i kocim miauczeniem - czaruje jeszcze uszy moje, zasłuchane. I to poczucie, że Malutka faktycznie jest malutka... Lubię przynależeć do tak wielkiej machiny, jaką jest świat w wydaniu skynight.
W głowie mruczy mi się nadchodzącymi JUWENALIAMI i nie tylko juwenaliami...
Mam już plan na weekend majowy - zostanę sobie w kochanym 418. Aneszek wybywa z Piotrkiem. A ja? Ugotuję sobie jakieś pyszności. Posprzątam. Pospaceruję. I wreszcie zacznę pisać moje prace zaległe ;) Ma być twórczo, kreatywnie i pracowicie - a w nagrodę pomaszeruję z rozdziawioną buzią do zoo, żeby rozrywka też jakaś się pojawiła ;) Podoba mi się taki plan.
A propos pisania - wreszcie odkryłam, jak popełnić: "ć" na moim laptopie nowym ;D Choć skomplikowane to nieco ;)
No - to zmykam się poczesiować trochę, z Kazikiem ;)
Dobrej nocy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz