Pora coś napisać. Wreszcie lub dopiero.
Za oknem deszcz. Pogoda równie parszywa, jak dołująca. A ja? W tym całym deszczu, w tym całym chłodzie, chciałabym się rozpłynąć w wodzie i zapomnieć, że jestem. Znów banalnie, znów monotematycznie, znów nijak. Chyba jestem równie próżna w środku, co pokręcona.
Zajęcia na socjologii napawają optymizmem. jakoś tak pasuje mi ten kierunek, póki co. Oczywiście fakt, że trzeba chodzić na ekonomię u Baba Jagi, zwanej w czasie późniejszym Helgą - a zapewne nieraz będę jej wirtualnie objeżdżać osobowość...
Na polskiej zaczyna się kręcić. Seminarium przeraża, ale i niesie nadzieje na sukces i powodzenie w pisaniu magisterki. IV rok ma być przełomowy. Liczę, że będzie. Wybrałam sobie wykładowców- ćwiczeniowców inteligentnych, ale i sympatycznych (czasem, choć bardzo rzadko chodzi to ze sobą w parze - tym bardziej się cieszę).
Poza tym? Pokój 418 jest wiecznie okupowany. Dusi się Aga, duszę się ja. Poza tym On stwarza problemy... Rozdrażniony - wkurza Agę, wkurza mnie i jest zupełnie bezkarny. Poza tym, że widzę, jak Aga się wpienia, jak chodzi struta, wciska się w kąty. Poza tym, że ja powoli uciekam, milknę. I mamy obie dość.
Akademik stał się znów polem bitewnym: samotnicy kontra społecznościowcy. Ta i wiadomo po której stronie ja stoję.
Zastanawiam się, co ze sobą zrobić. Jak się skutecznie ulotnić ze świadomości innych ludzi. Moja własna szarość wchłania mnie na tyle, że kolory innych drażnią mnie bardzo.
Mam wrażenie, że znów stoję przed wyborem: On- inni- ja. Nie znoszę tego. Bo żadne wyjście nie jest dobrą alternatywą.
Jeśli istniałaby teraz taka możliwość - wyjechałbym w cholerą na kilka miesięcy. Najlepiej na koniec świata. Do pustelni. Tak, żeby inni zapomnieli o mnie, a ja o innych. Chcę być NIKIM dla wszystkich i dla każdego z osobna. Potrzebuję wycofania. Ciszy. Obojętności. Odepchnięcia. Odizolowania.
Myślę, że za trochę pojawi się kolejny wielki problem. I póki co tego nie chcę ogłaszać publicznie. Będę dozować delikatnie wszystkie złe wiadomości...
Optymizm? Usechł.
Mogę żyć zneutralizowana. Nieobecna. Obojętna. Obca. Mogę być jak powietrze, żeby mnie nie było widać i słychać.
Nieważne. Pewnie jutro wykasuję tego posta, zbyt gorzkiego, żeby faktycznie tak było. Przesadzam każdym słowem, ale we mnie kipi - gdzieś musi to wyjść... A innego miejsca na to nie znajdę, nie znam i nie mam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz