Siedzę w domu z Jovanem. Oglądamy coś, co leci z tv - i taką uwagę temu poświęcamy...
Przedwcześnie się leczę na grypsko/ przeziębienie - wg zasady - lepiej zapobiegać niż leczyć... Zaserwowałam sobie dzisiaj: gorące mleko, czosnek, miód, herbatę z cytryną, rosołek i jeszcze polopirynę S.
A w domu? Wykopki obyły się beze mnie. Ze mną - wydobywanie buraków... I szczegóły zostawiam sobie. A moje małe spostrzeżenie a propos - 3 duże psy i jeden mały na wielgachnej przestrzeni - widok cudny i uroczy, i taka wolność doznań... A psiaki wybawiły się niesamowicie ;) Zwłaszcza Jovankowi to służy.
A jutro? Jutro chyba wreszcie trochę pobędę z Nim sam na sam. A później umówione mamy piwo małej ekipy z pracy ;) I się cieszę! Mimo, że pić będę wodę mineralną gazowaną, bez cytryny. Ale dobrze będzie pogadać z chłopakami, którzy tak dobrych stanowili kompanów przez większość wakacyjnych nocy (spędzanych od 18 do 6 w książkolandii). To był wyjątkowy czas, spędzony w doborowym towarzystwie, w świetnej atmosferze.
Przeczytałam ostatnio u Kominka o ławeczce...
Ja mam jedną swoją ławeczkę, która jest właściwie pniem drzewa, na polanie zaszytej głęboko w lesie. Tam, gdzie płynie strumyk - brzmi zbyt bajkowo - ale w rzeczywistości taka polana ukryła się przed ludźmi blisko domu dziadków.
Wiąże się z najromantyczniejszymi pocałunkami, bo pierwszymi; najsłodszymi poziomkami, bo tymi, którymi się wzajemnie raczyliśmy i najdramatyczniejszymi wyborami, tymi, którym trzeba było się poddać. Stara poczciwa brzoza była naszym oparciem, naszą przyjaciółką. To ona cierpliwie wysłuchiwała naszych szeptów, skarg i ciszy między nami. Trawa okalająca korzenie i pień miękko układała się w rytm naszych oddechów. W tle szumiące liście, łoskot wody, i ptasie śpiewy...
Ławeczka moja i W. A może to w moich wspomnieniach zrodziła się ta cała magia i piękno?
Dobrej nocy... Snów pełnych ławeczek/ polan ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz